"Kompromitujemy się dramatycznie". Tajne informacje NATO miały znaleźć się w mailach Dworczyka

Kompromitujemy się dramatycznie przed naszymi sojusznikami, rozśmieszamy możliwych przeciwników (...) To jest potencjalne narażenie Sojuszu na konsekwencje - mówiła w TOK FM dr Paulina Piasecka. Dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas skrytykowała w ten sposób zachowanie pułkownika Krzysztofa Gaja, który miał przesyłać tajne informacje z klauzulą "NATO zastrzeżone" na prywatną skrzynkę ministra Dworczyka.
Zobacz wideo

Portal Poufna Rozmowa opublikował nowy mail, który miał pochodzić ze skrzynki byłego szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka. Wynika z niego, że pułkownik Krzysztof Gaj miał przekazywać Dworczykowi nielegalnie skopiowane dane NATO w sprawie zasobów amunicji do czołgów Leopard 2, T-72 i PT-91. Mail ma pochodzić z 21 maja 2020 roku i zostać wysłany z prywatnej skrzynki pułkownika.

Pułkownik Gaj relacjonuje w mailu, że odmówiono mu skserowania dokumentu. Jednak przy kolejnej wizycie w MON poprosił o udostępnienie swojego niejawnego notatnika, aby wynotować najważniejsze informacje i przekazać je ministrowi. Zastrzegł też w mailu, że dokument ma klauzulę "NATO zastrzeżone".

"To, co widzę w screenach tych maili, jest absolutnie niewyobrażalne"

W audycji TOK360 Adam Ozga zapytał ekspertkę dr Paulinę Piasecką - dyrektorkę Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas - czy ten czyn nie kwalifikuje się do prokuratury? Gościni programu nie ma wątpliwości, że jeśli to się naprawdę wydarzyło, to sprawą automatycznie powinna zająć się Krajowa Rada Bezpieczeństwa.

 - Ustawa o ochronie informacji niejawnych w Polsce wyraźnie mówi o tym, że informacje te podlegają ochronie, a za naruszenie przepisów o ochronie informacji niejawnych nakładane są konkretne sankcje. Ja muszę przyznać, że dla mnie, jako byłej urzędniczki, zarówno administracji rządowej, jak i administracji prezydenckiej, jest absolutnie niewyobrażalne to, co widzę w screenach tych maili – podkreśliła dr Piasecka.

Jak wyjaśniła ekspertka, tajne dane muszą być odpowiednio dekretowane i przekazywane wyłącznie pomiędzy tajnymi kancelariami, a każdy z takich dokumentów i jego kopii, jest odpowiednio rejestrowany.

"To jest zgroza i przerażenie"

Rozmówczyni nie kryła oburzenia faktem, że osoba przeszkolona w zakresie tajnych danych miała doprowadzić do tak nieodpowiedzialnej sytuacji, jaką była wymiana tajnych informacji. - To jest zgroza i przerażenie. Zarówno pod względem odpowiedzialności indywidualnej tej osoby, w szczelności procesu przyznawania poświadczenia bezpieczeństwa. Bo przecież ktoś panu pułkownikowi poświadczenie bezpieczeństwa przyznał, ktoś stwierdził, że ten człowiek daje rękojmię zachowania tajemnicy - podkreśliła gościni TOK 360.

Dr Piasecka wyjaśniła też, na czym polega przyznanie dostępu do informacji niejawnych. Zaznaczyła, że dostęp uzyskują nieliczni, a cały proces jest jak prześwietlenie. - Prześwietla się nie tylko samą osobę, która ma uzyskać dostęp, ale również rodzinę, znajomych. Sprawdza się, gdzie taka osoba bywała. Wraz ze wzrostem poziomu informacji, do których dana osoba ma uzyskać dostęp, dochodzą również różne inne sposoby sprawdzenia, czy taka osoba daje rękojmię zachowania tajemnicy - podkreśla specjalistka. 

"Kompromitujemy się dramatycznie przed naszymi sojusznikami"

Dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem podkreśliła, że nie chodzi tylko o informacje, które wyciekły w taki sposób. - Tu chodzi o to, że kompromitujemy się dramatycznie przed naszymi sojusznikami, rozśmieszamy potencjalnych przeciwników. Co więcej, nie tylko siebie narażamy na ewentualną kompromitację, ale wyciek informacji NATO-wskich to jest narażenie potencjalne Sojuszu na konsekwencje. Te informacje nie dlatego są chronione klauzulami - od "niejawne" po "ściśle tajne" - żeby to było takie zabawne albo ekscytujące. To jest naprawdę skomplikowany proces przekazywania takiej informacji, zdejmowania takiej klauzuli - to jest biurokratyczny koszmar. To się robi dlatego, że chroni się informacje, źródła, metody jej pozyskiwania - podkreśla Piasecka.

Jednocześnie rozmówczyni Adama Ozgi zaskoczyła prowadzącego, potwierdzając, że coś takiego jak "niejawny notatnik" - wymieniony w mailu do Dworczyka - w urzędniczej rzeczywistości naprawdę istnieje i nie jest to ironiczne stwierdzenie pułkownika.

- Niejawne notatniki rzeczywiście istnieją. Urzędnicy muszą mieć jakąś choćby minimalną pamięć, bo są takie stanowiska np. analityczne, na których takich dokumentów przewija się dużo i taki notatnik sam w sobie jest dokumentem o charakterze zastrzeżonym, jest rejestrowany, ma swoją klauzulę, musi być chroniony – na takim poziomie, na jakim informacje się w nim znajdują - wyznała dr Piasecka.

Natomiast podkreśliła, że informacja w notatniku zawarta nigdy nie powinna znaleźć się w żadnym innym miejscu poza systemem ochrony, do którego wykorzystania urzędnicy są przygotowani i przeszkoleni z zakresu zachowania zasad poufności.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM