Wymaga powołania czy jest "teatrem politycznym"? Sprzeczne sygnały z rządu ws. komisji śledczej

Jestem za powołaniem komisji czy odpowiednich mechanizmów weryfikacji tego, w jaki sposób dochodziło do wpływów rosyjskich w obszarze bezpieczeństwa i systemu energetycznego - powiedział premier Mateusz Morawiecki. W ten sposób zareagował na wniosek KO ws. powołania komisji śledczej do spraw tzw. afery podsłuchowej. Z kolei rzecznik PiS Radosław Fogiel ocenił, że "wniosek KO ws. powołania komisji śledczej to próba zaciemnienia sprawy i polityczny teatr, za którym nic nie stoi".
Zobacz wideo

Klub KO złożył w piątek wniosek o powołanie komisji śledczej ds. celowości działań podejmowanych przez organy i instytucje publiczne w celu zapobiegania i przeciwdziałania wpływom zagranicznych służb specjalnych na politykę energetyczną Polski - w okresie od 1 lipca 2013 r. do 20 października 2022 r.

Podczas piątkowej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki pytany był o to, czy - po ujawnionych przez prokuraturę w tym tygodniu zeznaniach - jest za powołaniem takiej komisji. - Ja jestem nawet szerzej - za powołaniem komisji czy odpowiednich mechanizmów weryfikacji tego, w jaki sposób rzeczywiście dochodziło tu do takich wpływów rosyjskich w obszarze bezpieczeństwa, w obszarze systemu energetycznego. A więc rzeczywiście ta rzecz wymaga zbadania, weryfikacji i jak najbardziej jestem za tym - odpowiedział szef rządu.

Rzecznik PiS: To próba zaciemnienia sprawy i polityczny teatr, za którym nic nie stoi

Z kolei w rozmowie z PAP rzecznik PiS ocenił, że wniosek KO i słowa Donalda Tuska poprzedzające jego złożenie "to próba zaciemnienia sprawy". - To jest wyłącznie polityczny teatr, za którym nic nie stoi - dodał.

Według rzecznika PiS, "jest to ilustracja znanego, polskiego powiedzenia o gorejącej czapce". - Premier rządu, który chciał do 2037 roku uzależniać nas od gazu, a jego minister spraw zagranicznych zapraszał na odprawę polskich ambasadorów rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, próbuje teraz tego typu wnioskami odwrócić uwagę od własnych dokonań i liczy na krótką pamięć opinii publicznych - powiedział Fogiel.

- My opowiadamy się za całościowym wyjaśnieniem wszystkich kwestii związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski, wszystkich decyzji, które zapadały. Chcemy to zrobić na przestrzeni od 2007 do 2022 roku - zapowiedział Radosław Fogiel. - Złożymy taką propozycję nawet z szerszymi, dalej idącymi środkami - zapowiedział.

Newsweek: Zanim taśmy nagrane w restauracji "Sowa i Przyjaciele" wstrząsnęły polską sceną polityczną, trafiły w rosyjskie ręce

W poniedziałek tygodnik "Newsweek" napisał, że Marcin W. - wspólnik biznesowy skazanego za organizację podsłuchów najważniejszych osób w państwie Marka Falenty - zeznał w śledztwie, że zanim taśmy nagrane w restauracji "Sowa i Przyjaciele" wstrząsnęły polską sceną polityczną, trafiły w rosyjskie ręce, a "prokuratura wszczyna śledztwo, ale unika wątku szpiegostwa" w tej sprawie.

We wtorek Donald Tusk, odnosząc się do publikacji "Newsweeka", stwierdził, że tylko komisja śledcza, niezależna od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, mogłaby wyjaśnić, na czym polega wpływ rosyjskich służb na energetyczną politykę PiS-u.

W reakcji na słowa szefa PO minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział upublicznienie protokołów dotyczących zeznań Marcina W. Zostały one opublikowane na stronie Prokuratury Krajowej w środę wieczorem. Wynika z nich m.in. że Marcin W. twierdził (w 2017 i 2018 r.), iż wręczył łapówkę w wysokości 600 tys. euro M.T., "synowi byłego premiera". Miało to mieć miejsce w 2014 r. Według Marcina W. miała to być "prowizja za zgodę" ówczesnych władz na transakcję dotyczącą sprowadzania węgla z Rosji. Michał Tusk oświadczył w środę, że to "totalne bzdury", że nie poznał Marka Falenty ani Marcina W. i nigdy też nie był przesłuchiwany w tej sprawie. Wskazał też, że prokuratura protokoły z tymi zeznaniami ma "od lat".

Tusk: Nie jestem dzisiaj w nastroju do żartów

W czwartek Donald Tusk zapewnił, że nadal chce powołania komisji śledczej, która zbadałaby wpływ rosyjskich służb na energetyczną politykę PiS. W rozmowie z TVN24 Stwierdził też, że "jeśli Kaczyński i Ziobro zablokują jej powstanie, to znaczy, że mają jakieś powody, żeby bać się prawdy". Oświadczył też, że nie da się zastraszyć. Zapytany, czy widział i dostał kiedykolwiek reklamówkę z 600 tys. euro, odpowiedział, że "nie widział takiej kwoty pieniędzy".

- Nie jestem dzisiaj w nastroju do żartów, nawet jeśli to, co wyprawia minister Ziobro wydaje się groteskowe, naruszające wszystkie normy i obyczaje, to jednak trudno z tego robić kabaret, bo to jest bardzo poważna sprawa - zaznaczył.

Do nagrywania osób z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych w dwóch restauracjach dochodziło w latach 2013-2014. Podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97. Prawomocny wyrok 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności usłyszał w związku z tą aferą biznesmen Marek Falenta.

Tzw. afera podsłuchowa była jedną z głośniejszych spraw w ostatnich latach. Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska; po wyborach w następnym roku do władzy doszło PiS.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM