"Wygra mniejszość". Sejm przyjął "lex Czarnek 2.0". "Chodzi o moje na wierzchu"

- Od dłuższego czasu mam już wrażenie, że tutaj nie chodzi o argumenty, nie chodzi o zasadność, a o "moje na wierzchu" - tak o zagrożeniach związanych z ustawą "lex Czarnek 2.0", tuż po jej przyjęciu jej przez Sejm, mówiła w TOK FM Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.
Zobacz wideo

Sejm przegłosował w piątek budzącą kontrowersję nowelizację ustawy Prawo oświatowe nazywaną "lex Czarnek 2.0". Zwiększa ona m.in. nadzór kuratora oświaty nad szkołami i utrudnia im współpracę z organizacjami pozarządowymi, co budzi sprzeciw wielu dyrektorów, nauczycieli, rodziców oraz uczniów.

Zdaniem Danuty Kozakiewicz przepisy to centralizacja zarządzania szkołami. Głównie dlatego, jak podkreśliła, że decydujący głos będzie miał kurator, a nie rodzice. - Można sobie wyobrazić sytuację, w której większość rodziców powie, że chce np. zajęć z cyberprzemocy, natomiast jakaś grupa będzie temu przeciwna i poprosi o wsparcie kuratora. Jeżeli akurat tak się ułoży, może to wsparcie otrzymać. Czyli wygra mniejszość, mimo że wola większości zostanie wyrażona - mówiła w audycji "TOK360" dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.

Podkreśliła, że to oznacza np. że kurator będzie mógł wystąpić nawet przeciwko wszystkim rodzicom w danej szkole. - Od dłuższego czasu mam już wrażenie, że tutaj nie chodzi o argumenty, nie chodzi o zasadność, a o "moje na wierzchu" - dopowiedziała w rozmowie z Wojciechem Muzalem. 

"Możliwość doprowadzenia do nieudzielenia pomocy dzieciom"

W ocenie Danuty Kozakiewicz kolejnym problemem jest fakt, że dyrektorzy szkół nie będą mogli reagować, jeśli pojawią się bieżące problemy, a co za tym idzie - potrzeba zorganizowania dodatkowych zajęć. - W mojej szkole np. pojawiła się kwestia pornografii, która znalazła się w obiegu wśród dzieci. W związku z tym rodzice zwrócili się do mnie z prośbą o zorganizowanie spotkania z seksuologiem - relacjonowała w TOK FM. Zapewniła, że nie było z tym problemu. - Zaiskrzyło, okazało się, że jest problem, działanie było natychmiastowe - podkreśliła przy tym. 

Tymczasem, jak podkreśliła, przy nowych przepisach "w najlepszym wypadku działanie będzie bardzo odwleczone". - Około dwóch albo nawet ponad dwa miesiące będzie trwała sama procedura i dopiero wtedy będzie jakakolwiek interwencja. A jest możliwość, że będzie też i odmowa kuratora - ubolewała. 

Podkreśliła, że w tym momencie jej działanie wychowawcze jest w zasadzie niemożliwe. - Więc jest to i utrudnienie, i możliwość doprowadzenia do nieudzielenia pomocy dzieciom - podsumowała gościni TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM