"Ten brak informacji nie uspokaja naszego społeczeństwa". Generał krytycznie o komunikacji rządu

- Jeżeli sześć godzin po zdarzeniu nie potrafimy komunikować społeczeństwu, co się wydarzyło, to chyba źle świadczy (...) o sposobie komunikacji osób odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo - powiedział w TOK FM gen. Mirosław Różański. Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych odniósł się tym samym do komunikatu rządu w sprawie wybuchu na Lubelszczyźnie.
Zobacz wideo

Dwie osoby zginęły w wybuchu w miejscowości Przewodów, w powiecie hrubieszowskim na Lubelszczyźnie. Agencja Associated Press - powołując się na wysokiego rangą urzędnika USA - podała, że "rosyjskie rakiety spadły na terytorium Polski". Jednak ani Pentagon, ani Departament Stanu USA nie potwierdzili tych informacji. 

Około godziny 18 rzecznik rządu Piotr Müller podał, że premier Mateusz Morawiecki zwołał - w trybie pilnym - Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych. Spotkanie miało miejsce w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Po jego zakończeniu rzecznik rządu i szef BBN Jacek Siewiera wydali krótki komunikat. Oświadczyli, że "doszło do eksplozji, która doprowadziła do śmierci dwóch obywateli Polski", a na miejscu "przebywają służby, które wyjaśniają sytuację". 

Dziennikarze oczekujący przed budynkiem BBN nie mieli możliwości zadania pytania. - Z tego krótkiego oświadczenia nie dowiedzieliśmy się w zasadzie nic - skomentował reporter TOK FM Wawrzyniec Zakrzewski, który też był na miejscu.  

"Dywagujemy i rozważamy"

W dość krytycznym tonie wypowiedział się w tej sprawie były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. Mirosław Różański. - Liczyłem, że po komunikacie wydanym przez rzecznika rządu dowiemy się więcej. Jeżeli sześć godzin po zdarzeniu dalej nie potrafimy komunikować społeczeństwu, co się wydarzyło, to chyba trochę źle świadczy (…) o sposobie komunikacji odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo osób - skomentował w Programie Specjalnym na antenie TOK FM.

Prezes fundacji Stratpoints ocenił, że te kilka godzin "to wystarczający czas, aby można było stwierdzić, czy to było uderzenie rakiety". - Można by nawet określić, co to za rakieta, bo zasób, którym dysponuje Rosja, jest niewielki - dodał.

I podkreślił, że brak tego potwierdzenia ze strony polskiego rządu "powoduje, że dywagujemy i rozważamy", choć sytuacja - jak powiedział - "jest absolutnie poważna".

- Gdyby to było tak, że po sąsiedzku odbywają się jakieś ćwiczenia wojskowe i tego typu rakieta wpadłaby na nasze terytorium, to można byłoby prowadzić takie rozważania (…). Ale żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Za naszą granicą toczy się wojna. Rakiety, które spadają na nasze terytorium, nawet przypadkowo, a na dodatek pozbawiają życia naszych obywateli, to sytuacja poważna. Powinny być podejmowane adekwatne do tego kroki i działania - przekonywał gość TOK FM.

Różański zauważył też, że obecnie "więcej wiadomo z komunikatów zagranicznych, które są dostępne i które teraz wszyscy studiują, niż z komunikatów rządu i osób odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo". - Ten brak informacji tylko pobudza wyobraźnię, ale nie uspokaja naszego społeczeństwa - podsumował.

"Reakcja umiarkowana, ale adekwatna"

Podczas briefingu Piotr Müller podał, że Polska zdecydowała, "aby podjąć się weryfikacji, czy zachodzą przesłanki do tego, aby uruchomić procedury wynikające z art. 4 Paktu Północnoatlantyckiego". Artykuł ten stanowi, że "strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze stron".

O tę reakcję w TOK FM pytany był też prof. gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jak podał, nie był takim krokiem zaskoczony. - To reakcja umiarkowana, ale adekwatna do tego zdarzenia - uznał.

- Gdyby oceny pokazywały jednoznacznie, że to był jakiś intencjonalny atak na terytorium Polski czy też prowokacja, to i reakcja byłaby inna. Spodziewam się, że to był jakiś incydent niezamierzonego działania ze strony rosyjskiej: albo błąd techniczny rakiety, albo błąd człowieka, który programował jej lot - mówił gen. Koziej.

Powiedział też, że Polska powinna "starać się umiędzynarodowić ten problem i uczynić go sojuszniczym". - To znaczy wystąpić rzeczywiście o konsultacje na podstawie artykułu 4, dla oceny zagrożenia bezpieczeństwa kraju NATO - podsumował.

Gen. Koziej zauważył także, że Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych, który obradował w BBN, nie ma możliwości decyzyjnych. Może jedynie wydać swoje rekomendacje. Kluczowe, jak podał gość TOK FM, będą ustalenia Rady Ministrów. Posiedzenie tejże było zaplanowane po spotkaniu w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.

DOSTĘP PREMIUM