Oskarżenia pod adresem prezesa PZT. "Ludzie się go bardzo boją". Czy relacja posłanki Kotuli uruchomi lawinę?

- Na czele polskiego tenisa podczas największych sukcesów tej dyscypliny, w czasie fantastycznych osiągnięć Igi Świątek i Huberta Hurkacza, stoi człowiek przemocowy - alarmował w TOK FM dziennikarz Onetu Janusz Schwertner. Współautor artykułów o skandalicznych zachowaniach prezesa Polskiego Związku Tenisowego Mirosława Skrzypczyńskiego ma nadzieję, że relacja posłanki Katarzyny Kotuli stanie się przełomem w tej sprawie.

Szef Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński miał przez lata stosować przemoc psychiczną i fizyczną wobec swojej rodziny i wobec zawodniczek, które trenował. Sprawę ujawnili dziennikarze Onetu. Niektóre z zebranych przez nich relacji, dotyczyły molestowania seksualnego nieletnich zawodniczek klubu Energetyk Gryfino na początku lat 90.

To tam trenowała w młodości Katarzyna Kotula. Posłanka Lewicy zdecydowała się opowiedzieć o swoich doświadczeniach, o tym, jak zachowywał się jej ówczesny trener - Mirosław Skrzypczyński. W opublikowanej w poniedziałek rozmowie ujawniła, że jako 13-latka była molestowana przez Skrzypczyńskiego. "Po treningach, często indywidualnych, pod pretekstem znoszenia sprzętu czy konieczności odbycia rozmowy o popełnianych na korcie błędach, wybrane zawodniczki, w tym mnie, zaczął "zapraszać" do kantorka. (...) Zamykał od środka drzwi i krzywdził nas" - wspominała Katarzyna Kotula.

Jak mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" jeden ze współautorów materiałów o prezesie PZT, Janusz Schwertner, z zebranych informacji wyłania się przerażający obraz. - Na czele polskiego tenisa podczas największych sukcesów tej dyscypliny, w czasie fantastycznych osiągnięć Igi Świątek i Huberta Hurkacza stoi człowiek przemocowy - alarmował w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

W jego ocenie wypowiedź Katarzyny Kotuli to przełom w sprawie. - Osoba skrzywdzona powiedziała o tym pod nazwiskiem. Posłanka Kotula była świetnie zapowiadającą się młodą tenisistką. Dzisiaj jest posłanką i działaczką na rzecz praw kobiet. I mówi nam tak: "Tę sprawę mam przepracowaną, dziś czuję się silna. Nie chcę być nazywana ofiarą prezesa Skrzypczyńskiego i czuję moralny obowiązek, żeby powiedzieć o tym na głos" - relacjonował Schwertner. 

Dziennikarz, opowiadając o szefie PZT, przywołał głośną sprawę byłego fizjoterapeuty amerykańskich gimnastyczek Larry'ego Nassara, który przez blisko trzydzieści lat molestował nastoletnie zawodniczki. - Najpierw jedna osoba skrzywdzona zdecydowała się mówić na głos o tym, o czym wszyscy wiedzieli. To kobieta, która w młodości była gimnastyczką, a potem pracowała w kancelarii prawniczej. I również czuła taką siłę i powiedziała te słowa pod nazwiskiem - wskazał Schwertner. Jak dodał, od tego momentu do dzisiaj szacuje się, że ofiar Nassara jest kilkaset, a sprawca został skazany na 175 lat więzienia. 

"Ludzie się go po prostu bardzo boją"

Do dziennikarzy zgłosiły się kolejne osoby pokrzywdzone przez Skrzypczyńskiego lub wiedzące coś na temat tego, co robi. Większość prosi o zachowanie anonimowości. - Ludzie się go po prostu bardzo boją. Z wielu powodów. Skrzypczyński potrafi wytwarzać strach w ludziach, zwłaszcza w tych, których w jakiś sposób dotknął - mówił gość TOK FM.

Schwertner podkreślił, że publiczne wystąpienie przeciwko szefowi Polskiego Związku Tenisowego może nieść za sobą poważne konsekwencje. - Wiele osób nie chce mówić także dlatego, że Skrzypczyński postawił siebie w roli człowieka, od którego wszystko zależy w polskim tenisie. Od niego zależy, czy zawodnik będzie otrzymywał wsparcie finansowe, bez którego w oczywisty sposób kariery zrobić nie można. To Skrzypczyński dzięki swoim koneksjom politycznym, dobrej znajomości z ministrem sportu, dzięki układowi politycznemu także z byłymi politykami PiS-u, otrzymuje rekordowe pieniądze na tenis - wyjaśnił rozmówca Piotra Maślaka.

Onet opublikował kolejny tekst, w którym ofiara występuje pod nazwiskiem. Tym razem dotyczy on sytuacji nie sprzed lat a sprzed zaledwie kilku miesięcy, do których miało dojść podczas sierpniowego Memoriału Pary Prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich, w podwarszawskich Kozerkach. Jak relacjonowała w rozmowie z Onetem jedna z kobiet zatrudnionych przy obsłudze turnieju, Mirosław Skrzypczyński "rzucał w jej kierunku seksistowskie teksty, ocierał się, by wreszcie zaproponować spędzenie nocy w jego pokoju".

- Możemy się zastanawiać, jak to jest możliwe, że pomimo tylu artykułów, tylu relacji ciągle pan prezes na czele polskiego tenisa - podsumował gorzko Schwertner.

Szef PZT zaprzecza oskarżeniom i zapowiada pozwy przeciwko dziennikarzom. W wydawanych oświadczeniach domagał się podania nazwisk oskarżających go kobiet.

DOSTĘP PREMIUM