"Sportowe MeToo". Katarzyna Kotula: To dopiero początek. Mam sygnały, że są osoby, które chcą złożyć zeznania

Zdaniem posłanki Katarzyny Kotuli pokłosiem sprawy Mirosława Skrzypczyńskiego powinny być zmiany w prawie. Jak mówiła w TOK FM, chodzi m.in. o zlikwidowanie przedawnienia w przypadku przestępstw seksualnych. Polityczka podkreśliła, że to, co do tej pory ujawniono ws. Skrzypczyńskiego, to "dopiero początek". - Mam anonimowe sygnały, że są kobiety, są kolejni zawodnicy, którzy chcą swoje historie opowiedzieć albo pojawić się w prokuraturze, by złożyć zeznania - powiedziała w rozmowie z Anną Piekutowską.
Zobacz wideo

Mirosław Skrzypczyński przed tygodniem przestał kierować Polskim Związkiem Tenisowym. Stracił stanowisko po publikacjach Onetu. Dziennikarze od końca października opublikowali kilka tekstów, w których ujawnili, jak Skrzypczyński stosował przemoc fizyczną i psychiczną wobec młodych zawodniczek. Posłanka Katarzyna Kotula ujawniła, że jako 14-letnia zawodniczka Energetyka Gryfino była napastowana seksualnie przez Skrzypczyńskiego. Doszło do tego co najmniej kilkanaście razy. Oskarżenia pod adresem przedstawiła też Ewa Ciszek, którą Skrzypczyński miał napastować seksualnie podczas tegorocznego Memoriału Pary Prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich. W miniony piątek portal opublikował informacje ujawnione przez wielokrotną mistrzynię Polski w tenisie, byłą olimpijkę Katarzynę Teodorowicz. Jak ujawniła, Skrzypczyński potajemnie podał jej środki nasenne.

- Bardzo wielki szacunek dla pani Ciszek i Teodorowicz za to, że zdecydowały się swoje bulwersujące historie opowiedzieć. Mamy głos osoby bardzo znanej, która w środowisku tenisowym jest autorytetem i nie jest w żaden sposób zaangażowana politycznie. To bardzo ważne - mówiła w TOK FM posłanka Katarzyna Kotula.

Polityczka podkreśliła, że to, co do tej pory ujawniono w sprawie Mirosława Skrzypczyńskiego, to "dopiero początek". - Mam anonimowe sygnały, że są kobiety, są kolejni zawodnicy, którzy chcą swoje historie opowiedzieć albo pojawić się w prokuraturze, żeby złożyć zeznania - dodała w rozmowie z Anną Piekutowską.

"Sportowe MeToo"

To, że w historii dotyczącej byłego już prezesa PZT, pojawiają się nie tylko anonimowe świadectwa, jest bardzo ważnym sygnałem dla innych poszkodowanych. - W czasie, kiedy podejmowałam decyzję (ws. ujawnienia faktów z czasów, gdy obecna posłanka była nastoletnią tenisistką), to jednym z ważniejszych argumentów było to, że dowiedziałam się, że nie byłam jedyna. Bo przez lata żyłam w przekonaniu, że byłam jedyną (krzywdzoną przez Skrzypczyńskiego) - wyjaśniła posłanka Lewicy, członkini komitetu Legalna Aborcja Bez Kompromisów.

Gościni TOK FM wspominała, że przed rozmową z Onetem rozmawiała z kilkoma kobietami, wśród których były takie, które dotknął ostracyzm, gdy ujawniły, że były ofiarami przemocy. - Są ludzie, którzy mają pretensje o zerwaną zmowę milczenia - podkreśliła, a sprawę Skrzypczyńskiego uznała za pewien rodzaj "sportowego MeToo".

Katarzyna Kotula zapowiedziała, że w środę stawi się w prokuraturze w Szczecinie, która wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie ujawnionych przez nią zdarzeń. Nie zamierza za to w jakikolwiek sposób uczestniczyć w pracach specjalnej komisji, której powołanie zapowiedział tenisowy związek. Co ważne - jak mówiła w TOK FM - tak samo chcą postąpić "inni zawodnicy".

- My nie zamierzamy przed tą wewnętrzną komisją się stawić. Dla nas niejasne jest podstawa prawna jej działania oraz to, jakimi narzędziami może ona operować w toku prac. Tym, co nas przekonało, że podjęliśmy dobrą decyzję, są sprzeczne komunikaty, jakie dochodziły ze związku w ciągu ostatnich dni - stwierdziła, przypominając m.in., że choć Skrzypczyński przestał być prezesem, to przez kilka dni cały czas zasiadał w zarządzie związku. - Intencje - nie mówię o personaliach - nie do końca są dla nas jasne i nie mamy przekonania, że chodzi o sprawiedliwość. Mamy do czynienia z działaniem PR-owym, mającym na celu po prostu ochronę związku, nowego prezesa czy byłego - uważa polityczka.

Zmiany prawa są konieczne

Przypadek Katarzyny Kotuli nie skończy się w sądzie. Bo z punktu widzenia obowiązującego prawa sprawa się przedawniła. Według polskiego prawa przestępstwa seksualne wobec osób do 15. roku życia przedawniają się, kiedy ofiara skończy 30 lat.

- Bardzo liczę na to, że będzie ponadpartyjne porozumienie w kwestii zlikwidowania przedawnienia. Projekt w tej sprawie prawie od dwóch lat leży w tzw. sejmowej zamrażarce, złożyła go posłanka Joanna Scheuring-Wielgus - przypomniała posłanka.

Prawniczka Kamila Ferenc podkreśliła, że zniesienie przedawnienia w przypadku przestępstw, których ofiary są nieletnie, jest konieczne. Argumentowała, że osoby poszkodowane "ze względu na wrażliwość, na podatność na manipulację, zastraszanie ze strony dorosłych nie są w stanie uporać tak szybko z doznaną przemocą, jak bywa to w przypadku dorosłych". - Organizacje, które zajmują się pomocą ludziom, którzy w młodości byli ofiarami przemocy seksualnej, mówią, że bardzo często osoby, które dzwonią po raz pierwszy, żeby opowiedzieć swoją historię, mają ok. 50 lat. To za późno, by zakładać sprawę karną, a równocześnie dla pokrzywdzonych jest to odpowiedni czas - wyjaśniła. 

O tym, jak dużo czasu może minąć, nim ofiara zdecyduje się mówić, świadczą też historie, jakie poznała Katarzyna Kotula po tym, jak oskarżyła Skrzypczyńskiego. Otrzymała kilkaset wiadomości - przede wszystkim - od kobiet. - To osoby w różnym wieku, nawet w wieku 60. lat, które otwarcie przyznały, że po raz  pierwszy - pisząc do mnie - opowiadają swoją historię. Odzywają się też młodsze dziewczyny, których nie dotyczy przedawnienie. Chcę im zaoferować pomoc, chciałabym, żeby te sprawy znalazły się w sądach - relacjonowała polityczka.

Przypomnijmy, że w relacji dotyczącej czasów, kiedy jako dziewczynka grała w tenisa w Energetyku Gryfino, mówiła m.in. o tym, jak Skrzypczyński "wybrane zawodniczki, w tym mnie, zaczął 'zapraszać' do kantorka", gdzie po zamknięciu drzwi od środka krzywdził dzieci. Podobny schemat pojawił się w części relacji, które trafiły do Kotuli. - Ten symboliczny kantorek jest symbolem pomieszczenia, w którym nauczyciel, trener, instruktor przebywa sam na sam z uczniem, zawodnikiem. Jest tam relacja podległości, jest relacja uczeń-mistrz i wtedy dochodzi nie tylko do przemocy seksualnej, ale fizycznej, psychicznej, która również zostawia ogromne ślady na całe życie. Natychmiast (wprowadzić należałoby) procedury ochrony dzieci i młodzieży, które obowiązują w innych krajach - mówiła Kotula w rozmowie z Anną Piekutowską.

Oczywiście problem nie dotyczy jedynie szkół czy klubów sportowych. Bo do przemocy dochodzi też w innych miejscach. Jak podkreśliła posłanka, docierają do niej też historie m.in. urzędniczek. - Wszystkie liczą, że zmiany prawne się jak najszybciej dokonają - podkreśliła, dodając, że jej zdaniem jest na to szansa przed końcem obecnej kadencji Sejmu.

Zdaniem Kamili Ferenc społeczeństwo jest winne ofiarom zmiany prawa. - Bo przez lata zamykaliśmy na to oczy. Często ofiary czują się porzucone, bo społeczeństwo się od nich odsuwa. Mamy obecnie patologiczny system niewspierania ofiar przemocy seksualnej - oceniła.

Zmiany to nie tylko likwidacją przedawnienia w sprawach dotyczących przemocy seksualnej. Według prawniczki Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny powinny powstać miejsca, do których będą się mogły zgłaszać ofiary, gdzie otrzymają bezpłatną pomoc prawną i wsparcie psychologiczne. Bo pójście na policję czy do prokuratury to duże wyzwanie, stres, na które ofiarom często bardzo trudno jest się zdobyć.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM