Co łaska plus 200 zł. Ile teraz za chrzest, ślub i pogrzeb? "Inflacja weszła do Kościoła"

Drożyzna króluje, więc wzrosły też kwoty zostawiane w kancelariach parafialnych przez młodych rodziców, narzeczonych i rodziny zmarłych. - Raz miałam parę, która przyszła do kościoła, a ksiądz mówi: "Kwota jest za niska". I zaczęło się bieganie po bankomatach; ostatecznie donieśli mu "brakujące" 200 zł. Nie, nie postawili granicy. To było w Warszawie, ale żadne tam prestiżowe miejsce, tylko parafia w jednej z dzielnic - opowiada Justyna Grzymała z firmy Grzymała Weddings & Events.
Zobacz wideo

- Proszę bez głupich odpowiedzi. Małe miasteczko, chcemy ochrzcić dziecko i nie wiemy, ile dać w kopertę? 100zł? 200 zł? - pytają młodzi rodzice. Zwykle znajomych i inne rodziny. "50 zł płatne przed chrztem w kancelarii. Małe miasto na Śląsku", "Zasada brzmi ‘co łaska’ i 50 zł w zupełności wystarczy" - odpowiadają precyzyjnie jedni. Podczas gdy inni radzą z kolei: "100 zł będzie w sam raz". Choć nie brakuje i takich, którzy pytają: "Tyle, ile możesz. A musisz coś dać?".

"Inflacja weszła do Kościoła"

Oficjalnych cenników nie ma i być nie może, bo za udzielanie chrztu nie obowiązują w kościele opłaty. -  Sakramenty są w Polsce bezpłatne. Ale za to w zwyczaju jest, że ten, kto prosi o posługę, składa ofiarę - mówi ks. Marek Rogowski, proboszcz parafii w województwie mazowieckim (prosi o zmianę imienia i nazwiska). Tłumaczy przy tym, że nie jest przecież tak, że ten, kto sypnie groszem, ma więcej i lepiej. - A ten, kto ma węża w kieszeni, ten będzie mieć mniej i gorzej - dodaje.

Tyle teoria. Jeśli zapytać wprost o wysokość opłaty za chrzest, ks. Rogowski mówi już o korektach. - O ile w zeszłym roku prosiłem o 160 zł, o tyle w tym roku o 200 zł, bo inflacja weszła też do Kościoła -  precyzuje. Proboszcz dopowiada od razu, że mało kto tyle daje. - Najczęściej to więcej, czasem dużo więcej -  zapewnia.

Otwarcie przyznaje też, że pieniądze z chrztu idą głównie na wynagrodzenie dla księży (ok. 90 zł przy założeniu, że młodzi rodzice dadzą 200 zł) i pracowników parafii (70 zł). A dopiero pozostała kwota na utrzymanie kościoła, co tylko w zeszłym roku kosztowało go ok. 500 tys. zł.

Nasz rozmówca zastrzega też w rozmowie, że wpłata jest dobrowolna. A on osobiście nie słyszał o sytuacji:  "Chrztu nie będzie, bo datek jest za niski albo np. w ogóle go nie ma". - Zgoda, bywa i tak, że kwota jest zawyżana, bo np. ksiądz zamiast mówić: "Ile państwo dadzą, będzie dobrze", pokazuje księgi parafialne i mruczy pod nosem: "A Ci przed wami to dali tyle" albo np. "’Co łaska’ to dobrzy ludzie tyle dają". Ale takie nadużycia zdarzają się rzadko - zapewnia. 

U ks. Rogowskiego w górę poszły w ostatnich miesiącach także pogrzeby - za ostatnią posługę trzeba teraz płacić 2 tys. (wcześniej 1,9 tys. zł). Za to śluby trzymają cenę z 2021 r. Nadal to koszt ok. 1 tys. zł.

"Wykrzyczał, że chyba wiem, że teraz wszystko drogie"

Parafia naszego rozmówcy rzecz jasna nie jest jedyną, gdzie za posługi trzeba teraz płacić więcej. O podwyżkach mówią też inni. Z rozmów z szefowymi firm organizującymi chrzciny i wesela w całej Polsce wynika, że w kancelariach parafialnych młodzi zostawiają od 50 do nawet 500 zł za ochrzczenie dziecka. "Daliśmy 300. Mała miejscowość w kujawsko-pomorskim", "Tydzień temu chrzciłam córkę i płaciłam 300 zł, a dwa lata temu 200 zł", "Jak zapytałam księdza jak finansowo z chrztem, to mi powiedział, że dają 300 zł i 400 zł",  "My chrzciliśmy w niedzielę i też 400 zł dawaliśmy", Chrzest był wieczorem po mszy, bo w innym terminie chrzestny nie mógł. 500 zł" - przypominają konkretne historie.

Jest drożej o ok. 10 proc. "Jak pytałam księdza o chrzest, to mi wykrzyczał, że chyba wiem, że teraz wszystko drogie i ile co kosztuje. Ale tak jak mówię, wszystko zależy od parafii i księdza" - nie brakuje i takich relacji.

W przypadku ślubów też jest drożej, bo to już kwoty rzędu 1,7 tys. zł. Jak mówi Katarzyna Karpińska, właścicielka firmy Art of Wedding, jest o ok. 200 zł więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu. - Choć są i księża, którzy wezmą nawet 3 tys. zł. I dodadzą jeszcze, że z kościelnym, czytaj: 300-400 zł, organistą - 200 zł i osobą odpowiedzialną za sprzątanie kościoła trzeba się rozliczyć osobno - opowiada. Najwyższa kwotą, z jaką się teraz spotkała, to 5 tys. zł.

- Raz miałam parę, która przyszła do kościoła, a ksiądz mówi: "Kwota jest za niska". I zaczęło się bieganie po bankomatach; ostatecznie donieśli mu te "brakujące" 200 zł. Nie, nie postawili granicy. To było w Warszawie, ale żadne tam prestiżowe miejsce, tylko parafia w jednej z dzielnic - opowiada także Justyna Grzymała z firmy Grzymała Weddings & Events. 

Wzrosły także opłaty za śluby kościelne w plenerze. To wyświęcone miejsca, w których mogą odbywać się uroczystości, takie jak np. podwarszawskie ogrody Pałacu Rozalin. - Trzeba się teraz liczyć z wydatkiem 5-5,2 tys. - mówi nasza rozmówczyni i tłumaczy, że często to śluby międzynarodowe, które wymagają dwujęzyczności księdza. Dwa lata temu, jak przypomina, kosztowały jednak nie więcej niż 4 tys. zł. - Rok do roku drożej jest średnio o ok. 1 tys. zł - zastrzega. 

Katarzyna Karpińska dodaje, że drożej jest nie tylko za śluby kościelne, ale także za te symboliczne, zwane także ślubami humanistycznymi. Bez konsekwencji cywilno-prawnych, w tym dziedziczenia majątku, przyjmowania nazwiska i rozliczania wspólnie podatków. - Teraz opłata za celebranta, bo tak się ich oficjalnie nazywa, zaczyna się od 2-3 tys. zł. Dwa lata temu nie przekraczała 2 tys. zł. A siedem lat temu, kiedy ten typ uroczystości wchodził dopiero na polski rynek ceny wahały się od 1,5-1,8 tys. zł - wskazuje.    

Jak prognozują rynkowi eksperci, w 2023 r. będzie jeszcze drożej. Tym bardziej, jak przypominają, że inflacja, która w listopadzie wynosiła 17,5 proc., jest jedną z najwyższych od 25 lat. A część ekonomistów od dawna ostrzega, że na początku nowego roku - w styczniu, lutym - inflacja może dojść do 20 proc.

- Jak to się przełoży na sytuację pary, która planuje ślub kościelny latem przyszłego roku? Przecież opłaty wnosi się na tydzień wcześniej - pytam właścicielkę firmy Art of Wedding. 

- Nic nie stoi na przeszkodzie, by dali kwotę, jaką zaplanowali w grudniu rok wcześniej. Także dlatego, że może się okazać, że wszystko inne też tak poszło w górę, że z "kościelnej" części budżetu będą musieli ująć 200 albo 300 zł. I to też będzie w porządku - Katarzyna Karpińska ucina dalsze pytania.

"To okrutne"

Kwoty "co łaska" - obowiązujące w całym kraju - na bieżąco zbiera portal colaska.pl. Jak można przeczytać na stronie "tworzy jedyną w Polsce (a kto wie, może i na świecie) mapę parafii". Ma ich w bazie blisko 10,1 tys. z 12,6 tys. Z zebranych danych wynika, że chrzest może kosztować nawet 500 zł. Tak jest np. w Sandomierzu (kościół Podwyższenia Krzyża Świętego). Choć średnia dla wszystkich analizowanych parafii to teraz 195 zł. I tak jest np. w Poznaniu (Objawienia Pańskiego), Radomiu (Opieki Najświętszej Maryi Panny) i Bytomiu (św. Jacka).

Wielkość miasta nie ma przy tym znaczenia. Bo o ile o ok. 450 zł mowa jest w Krzątce (Matki Bożej Nieustającej Pomocy), Jeleśni (św. Wojciecha) i  Zambrowie (Ducha Św.). O tyle już tylko o połowie tej kwoty w Poznaniu (św. Krzyża), Gdańsku (św. Brata Alberta) i Łodzi (św. Józefa) czy np. Jastrzębiu Zdroju (Miłosierdzia Bożego).

- O ile jest drożej niż jeszcze kilka lat temu? - pytam Edmunda, który odpowiada za stronę colaska.pl. "Nie ma możliwości uzyskania tak dokładnych danych. Wszystkie są uśrednione" - odpisuje krótko, dodając, że "wszystkie informacje są na stronie". "Analizę zostawiam Państwu" - dorzuca jeszcze na koniec.

Z kwot, które na colaska.pl dodają sami użytkownicy - to one tworzą cennik oraz średnią usług - wynika też, że przy okazji ślubu rekordowe 2 tys. zł płaci się w Kazuniu (MB Szkaplerznej). Niewiele taniej, bo 1,9-1,8 tys. zł jest w Maciejowicach (WN Maryi) i np. Polskiej Cerkwii (WN Maryi). Powyżej 1,5 tys. zł także w parafiach w: Wołominie (św. Józefa Robotnika), Bełchatowie (Narodzenia Najświętszej Maryi Panny), Warce (Matki Boskiej Szkaplerznej) i np. Nasielsku (św. Katarzyny). Dla porównania "jedynie" ok. 1,2 tys. w Łodzi (św. Józefa), Krakowie (św. Wincentego Diakona) i Lublinie (Miłosierdzia Bożego). A zwyczajowo w całym kraju to ok. 750 zł.

A pogrzeb kościelny - ile on może teraz kosztować? Dane Cołaska.pl pokazują, że ksiądz może wziąć nawet 6 tys. zł. Przy czym zestawienie otwiera Bolesławiec (Matki Bożej Różańcowej). Niewiele taniej jest m.in. w Będzinie (św. Katarzyny, 5,3 tys. zł), Zaborowie (Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, 5,2 tys. zł) czy np. Warszawie (Matki Boskiej Loretańskie, 5 tys. zł). Co najmniej 4 tys. zł przyjdzie wydać z kolei w Kaliszu (św. Rodziny) i Radomiu (Chrystusa Nauczyciela).

Jak ocenia mistrz świeckiej ceremonii pogrzebowej Anna Borowik, to "bulwersujące i okrutne". - Przecież sam zasiłek pogrzebowy wynosi 4 tys. zł i nie był zmieniany od 11 lat - podkreśla. Tłumaczy też, że mają to być pieniądze, które pomogą zorganizować całość pogrzebu, nie tylko samo nabożeństwo. - A gdzie przechowanie ciała, tanatokosmetyka, transport do kaplicy lub sali ceremonialnej, zakup trumny lub urny i opłacenie kremacji, opłaty administracyjne na cmentarzu i te związane z zakupem miejsca lub demontażem pomnika, wykopaniem i wymurowaniem grobu? - pyta.

Średnia opłata za pogrzeb dla wszystkich parafii, według portalu, to 1,1 tys. zł.  

"Niebieski zeszyt"

Może więc w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłby oficjalny cennik dostępny w parafiach? Kwota ustalona ustawowo, na którą stać by było każdego? Albo ofiara w wysokości np. 1 proc. zarobków? Regulacji cen są jednak przeciwni wszyscy moi rozmówcy.

- Słynny niebieski zeszyt szkolny, który kosztował 1 zł, to lata słusznie minione. Powinien być wybór, jak z mistrzami ceremonii - uważa Anna Borowik.

- Z parafiami to jednak co innego: jest rejonizacja - zastrzegam.

- Jest, ale można też inaczej. Konieczne będzie tylko zaświadczenie, że dana osoba była ochrzczona i uczestniczyła w życiu kościoła. Inna rzecz, że kościół - ten czy inny - ponosi koszta związane z normalnym funkcjonowaniem. Budynek trzeba ogrzać, opłacić pracowników, w tym także siostry zakonne, które piorą obrusy i dbają o czystość. Jak w każdym przedsiębiorstwie trzeba więc obliczyć, jakie muszą być wpływy, by pokryć wydatki - zwraca uwagę mistrzyni ceremonii świeckich.

- Czyli jak w każdym przedsiębiorstwie do kosztów należałoby doliczyć też procent? - dopytuję.

- Zdecydowanie. Ile? Nie wiem, nie znam wydatków. Ale ktoś kiedyś powiedział, że przyzwoita marża handlowa wynosi 30 proc. - odpowiada.

Katarzyna Karpińska także przekonuje, że bardziej na miejscu jest dobrowolność  ofiary. - W końcu mówimy o religii, wierze i sakramentach - tłumaczy wedding plannerka. Choć od razu zastrzega, że instytucji kościoła nie broni. - Co innego Urząd Stanu Cywilnego i jego cennik. To instytucja państwowa, nikt się tu nie oburza i nie szuka kontrowersji. Nawet jak weszła w życie ustawa o możliwości zawierania związków małżeńskich w plenerze i państwo narzuciło opłatę, wcale nie małą, bo 1 tys. zł - zwraca uwagę rozmówczyni.

Przeciwników sztywnego cennika można też znaleźć wśród duchownych. - Podam przykład: w pewnej miejscowości, powiatowej, były dwie parafie: stara i nowa. W każdej proboszcz i trzech wikariuszy. Pierwsza ze starym kościołem, plebanią przy rynku, w której wynajmowano powierzchnię na sklepy. Druga - na nowym osiedlu, kościół w budowie, księża na stancji. Pierwsza przewidywalna, bo z jednakowymi rocznikami starych i młodych, rodziły się więc dzieci, były chrzciny, śluby, pogrzeby. Druga - nic z tych rzeczy. Osiedle zasiedlane młodymi małżeństwami, na mieszkanie się czekało, więc pary wprowadzały się już z dziećmi. Nie było chrztów, nie było też ślubów. A nawet jeśliby się zdarzały, to ludzie i tak uciekali, bo nie chcieli, żeby uroczystość odbyła się w tymczasowej kaplicy z płyty pilśniowej. Tylko w ładnym, zabytkowym, barokowym kościele. Nie było też pogrzebów, bo rodzice młodych mieszkali pod tą miejscowością - opowiada ks. Karol Matys (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji).

I pyta: "To jak można porównywać te dwie parafie?! Jak utrzymać jedną i drugą?!". - Jak można narzucić stałe opłaty, by to się wszystko spięło?! Przecież to niemożliwe. Każda ma swoją specyfikę, swoją ofiarność. Nie można z góry powiedzieć, że dana kwota jest za duża czy za mała - podkreśla.

Na koniec ksiądz poprawia mnie, gdy mówię o opłatach za chrzest, ślub czy pogrzeb. Nie datkach czy ofiarach. Jak tłumaczy, to dość powszechny błąd, podobnie jak przekonanie, że kiedy duchowny weźmie np. 2 tys. zł za pogrzeb, to kasuje 1 tys. zł za godzinę.  - Bzdura. Chciałbym tyle zarabiać. Ale to tak nie działa, przy okazji sakramentów dostaję pieniądze, za które pracuję cały miesiąc. A jak ktoś ma małą parafię i tylko 10 pogrzebów, to musi z nich przeżyć cały rok: jeść, ubrać się, ogrzać parafię - wyjaśnia.

I dodaje: "pewnie, że są i księża nieuczciwi, którzy kradną i naciągają parafian". - Ale powszechna prawda jest taka, że przeciętnie każdy ksiądz zarabiałby więcej w firmach, korporacjach lub własnym biznesie - ocenia.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM