"Niesmaczna wojenka polityczna" kosztem ofiar pedofilii. Kmieciak o rozgrywce mediów rządowych i Czarnka ws. Krzysztofa F.

- Prezentowanie danych, które umożliwiają jakąkolwiek identyfikację dzieci, które doświadczyły przemocy, to po prostu działanie niemądre, nieroztropne i powinno być piętnowane - ocenił w TOK FM prof. Błażej Kmieciak. Szef Państwowej Komisji ds. Pedofilii komentując to, jak media rządowe informowały o sprawie skazanego Krzysztofa F., podkreślił, że wątki światopoglądowe "pasują tu jak pięść do oka".
Zobacz wideo

Radio Szczecin ujawniło w czwartek, że były pełnomocnik marszałka województwa zachodniopomorskiego ds. zwalczania uzależnień i szeregowy działacz PO Krzysztof F., został prawomocnie skazany za dopuszczenie się innej czynności seksualnej z małoletnim. Mężczyzna był też oskarżony m.in. o udzielenie narkotyków małoletniej. W chwili przestępstwa dziewczynka miała 13 lat.

Dziennikarz z Radia Szczecin ujawnił równocześnie bardzo dużo informacji na temat skrzywdzonych dzieci i ich najbliższej rodziny. Dzięki temu bez problemów można zidentyfikować ofiary Krzysztofa F.

Skrytykował to w TOK FM bioetyk i przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii prof. Błażej Kmieciak. - Prezentowanie danych, które umożliwiają jakąkolwiek identyfikację dzieci, które doświadczyły przemocy, to po prostu działanie niemądre, nieroztropne i powinno być piętnowane na poziomie edukacji etycznej środowiska dziennikarskiego, jak i na poziomie praktyki dziennikarskiej - powiedział w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Jak podkreślił, ujawnianie informacji, które pozwalają na identyfikację ofiar, powoduje, że osoby skrzywdzone nie mogą czuć się bezpiecznie. - Na pewno na naszej komisji ten temat zostanie podniesiony, ponieważ mówi o pewnych elementarnych standardach społecznych - zapowiedział gość "Poranka Radia TOK FM".

"Wojenka polityczna" kosztem ofiar pedofilii

Wśród krytyków działania mediów publicznych ws. ofiar Krzysztofa F. znalazł się m.in. publicysta Tomasz Terlikowski. "To, co się stało, nie może zostać puszczone płazem. Nie może, bo to ponowny gwałt dokonany na niewinnych dzieciach w imię ciemnych, polityczno-medialnych interesów" - napisał w mediach społecznościowych. 

Na te argumenty głuchy jest jednak Przemysław Czarnek, który zarzucał środowiskom liberalno-lewicowym zmowę milczenia w sprawie działacza PO. Minister edukacji i nauki mówił m.in.: "Proszę zwrócić uwagę, że ci sami ludzie, którzy tak głośno krzyczą o walce z pedofilią, ukrywają, że w ich szeregach są pedofile i to jeszcze są ludzie związani ze środowiskiem LGBT".

Słowa te oburzyły Terlikowskiego, czemu publicysta dał wyraz we wpisie na Twitterze. "Minister Edukacji Narodowej, który uczestniczy w nagonce na rodziców dziecka, które zostało wykorzystane seksualne, nie powinien być ministrem ani dzień dłużej. On uczestniczy w ponowny gwałcie na tym dziecku. On pokazuje, że nie ma pojęcia czym jest zbrodnia pedofilii" - napisał. Czarnek domaga się przeprosin za ten wpis, zagroził Terlikowskiemu sądem.

- Wrażliwość, którą prezentuje dr Tomasz Terlikowski, jest mi bardzo bliska. Jakikolwiek urzędnik państwowy, który wypowiada się w tak delikatnych obszarach, nie powinien włączać w to polityki, a po drugie wątków światopoglądowych, które pasują tu jak pięść do oka - ocenił prof. Błażej Kmieciak.

Jak mówił, nieistotne jest do jakiego środowiska przynależy sprawca. - Nie jest tajemnicą, że jestem osobą o dość konserwatywnych poglądach, ale to nie ma najmniejszego żadnego znaczenia, czy ten człowiek był działaczem środowiska oazowego, LGBT, takiej czy innej partii politycznej. Tu włącza się jakaś wojenka polityczna, która jest tak nieadekwatna, tak nie na miejscu i tak niesmaczna dla tej sprawy, że nie dziwię się w jakiejś mierze temperamentowi i oburzeniu doktora Terlikowskiego - powiedział przewodniczący Państwowej Komisji ds. Pedofilii.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM