Wraca do afery "łowców skór": Nie dałbym sobie ręki uciąć, że ten proceder już nie ma miejsca

- Pracownicy pogotowia zabijali z pewnością kilkoma specyfikami. Oprócz pavulonu był to chlorek potasu, a także skolina. To leki bardzo silne, praktycznie niewykrywalne w organizmie. W tym sensie byli mistrzami, bo tak naprawdę dokonali zbrodni doskonałej - mówił w TOK FM Tomasz Patora, reporter śledczy TVN, współautor publikacji "Łowcy skór" oraz autor książki "Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu".
Zobacz wideo

"W łódzkim pogotowiu handluje się zwłokami. Sprzedają lekarze, sanitariusze, kierowcy karetek i dyspozytorzy. Kupują zakłady pogrzebowe. Zmarłego nazywa się 'skórą'. Dla zdobycia 'skóry' być może nawet zabijano" - ujawniono w reportażu śledczym "Łowcy skór", który ukazał się w 2002 r. na łamach "Gazety Wyborczej". Po latach śledztwo rekonstruuje jeden z jego współautorów - Tomasz Patora, w książce "Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu".

W "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" dziennikarz wspominał, że najważniejsze dla niego było pokazanie mechanizmu, na którym mieli bazować "łowcy" z łódzkiego pogotowia. - Rodzina, która traci bliskiego, nie jest przygotowana na to, żeby wybierać zakład pogrzebowy. Jest podatna na prostą sugestię, np. pracownika pogotowia czy szpitala, żeby wybrać ten, który on poleca. Tylko, że rodzina nie wiedziała, że później cena pogrzebu będzie powiększona o kwotę łapówki, którą ten pracownik pogotowia dostanie od zakładu pogrzebowego - wyjaśniał Patora. Jak dodał, ten mechanizm funkcjonował zresztą w całej Polsce, praktycznie we wszystkich dużych miastach. - Natomiast w Łodzi z całą pewnością doszło do tego, że pracownicy w pogoni za zwiększeniem popytu po prostu zabijali - twierdził Patora. 

"Pracownicy pogotowia dokonali zbrodni doskonałej"

W tym celu - jak mówił dziennikarz - mieli używać leków zwiotczających. - Pracownicy pogotowia, co dzisiaj już wiemy, zabijali z pewnością kilkoma specyfikami. Oprócz pavulonu był to chlorek potasu, a także skolina - poinformował. - To leki bardzo silne, a także praktycznie niewykrywalne w organizmie. W tym sensie pracownicy pogotowia byli mistrzami, bo tak naprawdę dokonali zbrodni doskonałej - mówił. 

Patora podał, że większość osób, które miały być zamieszane w proceder, do dziś nie została ukarana. - Jeśli chodzi o chlorek potasu, to nikt nie poniósł odpowiedzialności, bo jest on prawie niewykrywalny. Co prawda to samo dotyczy pavulonu, ale tutaj mieliśmy sanitariusza, który po prostu w pewnym momencie śledztwa praktycznie się przyznał. Dzięki temu udało się udowodnić zbrodnię zarówno jemu, jak i drugiemu sanitariuszowi, którego obciążył swoimi zeznaniami - powiedział. Jak podał dziennikarz, udało się także udowodnić nieudzielenie pomocy pacjentom dwóm lekarzom. - Cała reszta pozostała bezkarna. I też nigdy nie udało się procesowo wykazać, że zabito o wiele więcej ludzi niż udowodniono tej czwórce - mówił gość TOK FM.

Zdaniem Patory w wyniku tego procederu śmierć miało ponieść kilka tysięcy osób. - Liczbę ofiar można oszacować w dość prosty sposób. Możemy po prostu przeanalizować, jaką liczbę ampułek tych konkretnych leków, które tak naprawdę do niczego innego w pogotowiu nie są potrzebne, podano. Zużyto je bez wpisywania ich do kart konkretnych pacjentów. Jednak te leki pobierano, najczęściej na sfałszowane recepty i one zniknęły. Z naszych nieoficjalnych rozmów z osobami zamieszanymi w ten proceder wynika jasno, że te leki służyły do zabijania. I tych leków zginęło ponad tysiąc ampułek - wskazał gość TOK FM. I dodał, że doszło nawet do sytuacji, że "oskarżeni pracownicy pogotowia potrafili pobić się o jedną skradzioną ampułkę". Jak mówił, ofiar jednak było jeszcze więcej, bo jeśli chodzi o pacjentów w stanie terminalnym, to pracownicy pogotowia oszczędzali pavulon, wstrzykując takiej osobie pół ampułki, co wystarczało do wywołania zgonu.

Rozmówca Wojciecha Muzala wskazał także, że do dziś nie zmieniono odpowiednio procedur. - Nie dałbym sobie ręki uciąć, że ten proceder nigdzie już nie ma miejsca. Myślę jednak, że raczej na sto procent nie występuje w masowej skali. Wiedzielibyśmy o tym. I myślę, że nie jest to zasługa procedur, które wprowadzono w stacjach pogotowia czy w szpitalach. Nadal np. zakłady pogrzebowe wynajmują od szpitali prosektoria, licząc na kontakt z rodziną zmarłego. Ma to tak naprawdę związek z handlem informacjami o zgonach - powiedział. - Ale przede wszystkim ludzie mają teraz dużo większą świadomość. Słyszeli o tej aferze i są bardziej ostrożni, gdy pracownik służby zdrowia poleca jakiś zakład pogrzebowy - podsumował Patora. 

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM