"Trudny rok, ale pokazaliśmy, że potęga Rosji to fake". Ukraińcy o swoim życiu od wybuchu wojny

Kto by pomyślał, że Ukraina tyle czasu będzie się skutecznie bronić? Nikt nie wierzył, że damy radę tak długo walczyć z Rosją, która jest drugą armią świata. Z Rosją, która ma broń biologiczną, chemiczną, nuklearną. Cały świat się bał, ale Ukraina wszystkim pokazała, że ta rosyjska siła to jest fake - mówił w TOK FM Jurij Hliński, mieszkaniec Iwano-Frankiwska w zachodniej Ukrainie.
Zobacz wideo

24 lutego 2023 roku minął rok od inwazji sił Putina na Ukrainę. W związku z tym postanowiliśmy przyjrzeć się, jak na przestrzeni miesięcy zmieniło się postrzeganie wojny przez Ukraińców. Dziennikarka TOK FM Anna Wacławik-Orpik, towarzyszyła fundacji Humanosh w misji humanitarnej i medycznej w Ukrainie (Kijowie, Charkowie, Zaporożu), rozmawiała z Ukraińcami i Ukrainkami, o aktualnej sytuacji tam na miejscu, o tym, jak wojna zmieniła ich życie i nastroje oraz czego się spodziewają w najbliższym czasie.

41-letni Jurij Hliński, mieszkaniec Iwano-Frankiwska, w ostatnim roku najwięcej czasu spędził na wschodzie Ukrainy. Jak mówił, woli pomagać niż bezczynnie "siedzieć i czekać na koniec wojny". Rozmówca "Wywiadu Pogłębionego" w TOK FM nie ukrywał, że to był trudny rok, ale jednocześnie "rok zwycięstwa Ukrainy". - Kto by pomyślał, że Ukraina tyle czasu będzie się skutecznie bronić? Nikt nie wierzył w Ukrainę, że da radę tak długo walczyć z Rosją, która jest drugą armią świata. Z Rosją, która ma broń biologiczną, chemiczną, nuklearną. Cały świat się bał, ale Ukraina wszystkim pokazała, że ta rosyjska siła to jest fake – podkreślił.

Hliński dodał, że Ukraińcy będą walczyć, a Ukraina będzie istnieć dłużej niż Federacja Rosyjska. - Jeszcze Putin o tym nie wie, ale myślę, że za dwa miesiące mu o tym powiemy. Powiemy, że to koniec – dodał.

Rozmówca Anny Wacławik-Orpik zaznaczał, że mijający rok był rokiem przełomowym, nie tylko dla Ukrainy, ale też dla niego. - Przejechałem ponad 200 tys. kilometrów. Z różnymi misjami humanitarnymi. Więcej bywałem na wschodzie niż w domu. Jak mam czas wolny, to jadę do Polski spotkać się z rodziną, zobaczyć dziecko. Tam spędzam noc, dwie i wracam na wschód Ukrainy pomagać - mówił. Na pytanie, ile jeszcze wytrzyma takie tempo życia, stwierdził, że "dłużej niż Ruscy".

- Wydaje mi się, że przez ten rok staliśmy się silniejsi. Ukraińskie wojsko jest teraz pierwszym wojskiem w Europie,(...) bo nasza armia zdobyła wiedzę praktyczną - powiedział.

Zaznaczył jednak, że jest bardzo wdzięczny NATO, UE i Polsce za pomoc, za dostarczaną broń. - Wasza broń jest fantastyczna, a nasi ludzie potrafią ją efektywnie wykorzystać. Jest 18 HIMARS-ów, a cała Rosja się ich boi. A jakby było 20, 30, 40?...Jakbyśmy mieli 100, to myślę, że już za tydzień bylibyśmy w Moskwie z tymi HIMARS-ami. Na razie mamy 18 i za to dziękuję. Jakoś damy radę i też dojdziemy do Moskwy - stwierdził.

Bachmut. Niesienie pomocy na froncie uzależnia

Zdaniem rozmówcy TOK FM niesienie pomocy na froncie uzależnia. - Nikomu jeszcze tego nie mówiłem, ale kiedy dojechaliśmy do Bachmutu, co sekundę były wybuchy. Na początku się trochę bałem. Jednak adrenalina zrobiła swoje. Chcę dalej jeździć i pomagać. Spodobało mi się. Zrozumiałem, że to jest sens tej wojny. Jeżeli nie poszedłem do wojska, to przynajmniej będę tak pomagać - podkreślił.

Jurij nie został wcielony do armii z przyczyn zdrowotnych. Miał raka nerki, jest po operacji i usunięciu narządu. Regularne wojsko ukraińskie nie wcieliło go w swoje szeregi. - Nie chcieli mnie, więc poprosiłem o pozwolenie, żeby chociaż jeździć z misją humanitarną. "Jeżeli myślisz, że to będzie dla ciebie dobre – możesz jeździć" – powiedzieli - wspominał Ukrainiec w rozmowie z TOK FM.

Po roku wojny Jurij ma w paszporcie tyle pieczątek, że "paszport jest skończony". - Mimo że termin ważności kończy się w 2027 roku, to już teraz nie ma miejsca na nowe stemple. W ciągu roku brałem udział w 50 – 60 różnych misjach humanitarnych. Byłem w Szwajcarii, Czechach, Norwegii, Szwecji, w Niemczech i w Polsce. W każdym kraju ludzie myślą podobnie, "żeby Putin, jak najszybciej zginął" - mówił rozmówca TOK FM.

Jurij przyznał, że poczuł dużą ulgę, gdy w pierwszych dniach wojny jego żona i dziecko wyjechali do rodziny do Polski.  To "rozwiązało mu ręce", bo gdyby byli w Ukrainie, nie mógłby tak dużo pomagać. - Wiem, że oni są bezpieczni, dzięki temu mogę jeździć i pomagać - podkreślił.

"Wiem, że są tacy Ukraińcy, którzy siedzą przed telewizorem, nic nie robią, tylko narzekają"

Hlińskiego bardzo drażni, że są Ukraińscy mężczyźni, którzy zamiast walczyć za ojczyznę, uciekli z kraju. - Tacy, którzy siedzą przed telewizorem np. w Polsce, nic nie robią, tylko narzekają, "że na Ukrainie źle, w Polsce źle". Nie chcę znać takich ludzi, którzy krytykują, a nic nie pomagają. Nigdy nie podam im ręki - podkreślił zniesmaczony.

I dodał, że czasami zastanawia się, "co ci faceci, powiedzą swoim dzieciom, za 10-15 lat, gdy te dzieci zapytają: 'tato co robiłeś, gdy była wojna w Ukrainie'?". - Myślę, że tym chłopakom będzie bardzo wstyd, za to że teraz nie pomagają - mówił.

Wspomniał też o sytuacji, która miała miejsce, gdy wyszedł na spacer z synem w Warszawie. - Nad jeziorkiem młodzi Ukraińcy słuchali ruskich piosenek, pili alkohol – sami mężczyźni. Pomyślałem wtedy, że może trzeba by ich, takich pijanych załadować do autokaru i zawieźć na Ukrainę, do armii. Szlag mnie trafił, bo nie rozumiem, jak ci ludzie mogą siedzieć nad jeziorkiem, smażyć szaszłyki, pić alkohol, słuchać piosenek, kiedy tam gwałcą nasze dziewczyny, zabijają naszych mężczyzn - dodał.

Zwrócił też uwagę, że w ostatnich miesiącach zmieniły się przepisy ukraińskie dotyczące wcielania do wojska i teraz "każdy konsulat Ukrainy, jest ‘wojenkomatem’". - A to znaczy, że jeżeli tym chłopakom skończy się paszport ukraiński, będą musieli się zgłosić do konsulatu, który będzie mógł ich od razu powołać do wojska. To jest fantastyczne. Tu jest ich dom. Powinni bronić ojczyzny - podkreślił. - A oni zamiast walczyć, stali się roszczeniowymi uchodźcami, którzy tylko wołają o pampersy, jedzenie, makarony, konserwy, ziemniaki. (...) Żonę i dziecko trzeba zostawić, a sam wracasz i bronisz - apelował.

"Nie przepuścimy Putinowi i ruskim żołnierzom, że zabili tylu Ukraińców. To będzie wojna do ostatniej krwi"

Anna Wacławik-Orpik zwróciła w rozmowie uwagę, że Ukraińcy nie mają wątpliwości, iż wygrają tę wojnę. Potwierdził to jej rozmówca. - Nie przepuścimy Putinowi i ruskim żołnierzom, że zabili tylu Ukraińców. To będzie wojna do ostatniej krwi. Ruscy nie mają szansy jej wygrać. Ruskie wojsko walczy z całym narodem ukraińskim - mówił wzburzony.

Dodał, że po stronie Ukrainy "walczą nie tylko żołnierze, ale też dużo ruchów partyzanckich". - Dobrym przykładem jest Chersoń. Tam było dużo proukraińskich działań partyzanckich. Zwykli ludzie niszczyli ruskie czołgi, dziurawili opony, niszczyli samochody. Ruscy nie poradzili sobie z tym. Oni jechali na Ukrainę. Myśleli, że tu będą chlebem, solą i kwiatami witani, ale tak nie było i nigdy nie będzie - podkreślił Jurij Hliński.

Ukrainiec nie ma wątpliwości, że najbliższy rok będzie rokiem zwycięstwa Ukrainy. - U nich (u Rosjan - przyp. red.) skończyła się ideologia. Władza nie ma już co obiecywać. Spotkałem się ostatnio z moimi krajanami i mówili, że chłopaki z Bachmutu i Sołedaru, mówią, że Ruscy idą po swoich trupach.(..) Mam informacje, że oni dostają rozkazy, że mają strzelać i niszczyć, ale drogi powrotnej dla nich nie ma. Z taką ideologią nie mają szansy wygrać. Poza tym u nich zmobilizowano kilka milionów mężczyzn, Ukraińców jest 20 albo 30 mln teraz. Oni nie zmobilizują 30 mln ludzi, a u nas walczą wszyscy, bez względu na wiek i płeć - mówił.

"Wszystko będzie dobrze i nasza Ukraina rozkwitnie" 

Podobne przekonania co do przyszłości wojny i zwycięstwa Ukrainy, ma 46-letnia Wiktoria, mieszkanka Orychowa, miasta, które od początku wojny jest ostrzeliwane. Kobieta tymczasowo przebywa w Zaporożu. - Jestem lekarzem rodzinnym. Tu jest placówka medyczna. Tu pomagamy. Pomimo trudnej sytuacji ludzie nadal tu żyją. Nie możemy ich zostawić bez pomocy, Rozdajemy leki. Konsultujemy, robimy to samo, co robiliśmy w czasach pokoju. Obsługujemy kilka wiosek. Mamy cztery ambulatoria, gdzie przyjmują lekarze i punkty, gdzie przyjmują felczerzy. Na razie w naszym regionie pracujemy wszyscy. Lekarze nie wyjechali - powiedziała lekarka.

Rozmówczyni audycji "Wywiad Pogłębiony" w TOK FM powiedziała, że dokładnie pamięta 24 lutego ubiegłego roku. - Bardzo wcześnie rano zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy, cała we łzach i zapytała, czy wiem, że jest wojna? Odpowiedziałam, że to niemożliwe. Nie mogłam w to uwierzyć. Potem włączyłam telewizor i zobaczyłam, że to prawda - wspominała.

Lekarka zaznaczyła, że w najgorszych snach nie spodziewała się, że ta wojna będzie taka bezwzględna, a Rosjanie nie będą się stosować do zasad cywilizowanego świata. - Znaliśmy to z historii II wojny światowej, uczyliśmy się tego w szkole, opowiadali nam o tym dziadkowie i babcie, ale ta wojna, która jest teraz, jest gorsza od tego o czym opowiadali - podkreśliła.

- Jednak to nic, przeżyjemy i to – powiedziała wzruszona – wierzymy w zwycięstwo. Od 11 miesięcy jesteśmy pod nieustannym ostrzałem, Bez przerwy, bez wytchnienia, ale my się trzymamy. Wygramy. Jesteśmy silni. Jesteśmy Ukraińcami i jesteśmy z tego dumni. Wytrzymamy wszystko i w końcu się doczekamy. Wierzymy w to, że wszystko będzie dobrze i nasza Ukraina rozkwitnie. Wiemy też, że Ukraina walczy za całą Europę - mówiła zapłakana.

Dodała, że najbardziej szkoda jej ludzi starych, takich jak jej 80-letni rodzice. - Są w takim wieku, a zmuszeni są błąkać się po świecie. Potracili swoje domy, które zostały zrujnowane. Musieli uciekać. Trudno im to przeżyć - wyznała.

I zwróciła uwagę, że jej zdaniem "za wojnę odpowiada nie tylko Putin, ale cały rosyjski naród, który popiera tą agresję". -  W głębi duszy mam mnóstwo złości, bo wiem, co bym chciała z nimi zrobić. Wie to też każda matka, każdy rodzic dziecka, które zostało zabite. Każdy z nas wie, jakiej kary chciałby dla zabójców. Jednak zawsze w historii jest tak, że czas wyrównuje rachunki. Pędzej czy później każdy dostanie zapłatę za to, co zrobił. Jednak teraz najważniejsze jest, żeby ta wojna się skończyła. Żeby ludzie nie ginęli, żeby mogli wrócić do swoich domów. Ten horror musi się skończyć - zaznaczyła.

Dodała też, że "normalni zdrowi psychicznie ludzie nie robią czegoś takiego". - Nie zabierają rodzicom dzieci. W zdrowej głowie nie rodzą się takie pomysły. Nasz rząd i my wszyscy robimy wszystko, żeby te dzieci wróciły do rodziców. Mamy nadzieję, że je odzyskamy, a kiedy wojna się skończy, ludzie będą wracać. Bo to jest nasz dom, nasza ziemia. Wytrzymamy - podkreśliła. - Jest takie przysłowie, że Bóg daje człowiekowi, tyle ile może unieść. My wszystko wytrzymamy. Każdy ma swój front. My lekarze mamy swój front. Wolontariusze mają swój front, rząd ma swój. Dla zwycięstwa zrobimy wszystko - podsumowała.

Całą rozmowę odsłuchasz:

TOK FM PREMIUM