Geolodzy zginęli przez brawurę?

Rano nurkowie sprawdzą, czy w odnalezionym w Narwi samochodzie zaginionych geologów znajdują się ciała. Nieoficjalnie mówi się, że młodzi ludzie zginęli przez brawurę. Chcieli najprawdopodobniej wypróbować możliwości terenowego nissana.

Pojazd odnaleziono dzięki śmigłowcowi straży granicznej. Jego załoga tuż przed południem wypatrzyła z powietrza zarys samochodu częściowo pod powierzchnią wody, częściowo pod taflą lodu, na odcinku rzeki między miejscowościami Rzędziany a Radule.

Zakręt rzeki, w którym załoga śmigłowca wypatrzyła zatopiony samochód, od miejsca zakwaterowania geologów dzielą może cztery kilometry. Dwa po w miarę dobrej drodze do jazu na Narwi i kolejne dwa przez bagna, wzdłuż rzeki. Trudno powiedzieć, czego szukali tam nocą dwaj młodzi geolodzy. Droga, z której zjechali do rzeki, prowadzi donikąd, leży też z dala od terenów, na których ma powstać trasa ekspresowa. Z relacji świadków, , którzy ostatni widzieli zaginionych, może wynikać, że za całym zdarzeniem stoi alkohol i młodzieńcza brawura.

- W trakcie piątkowej imprezy chłopaki postanowili sprawdzić możliwości terenowe nissana i to, który nim lepiej jeździ. Do samochodu wyszli na chwilę, tak jak stali. W krótkich koszulkach - mówi "Gazecie Wyborczej" anonimowo jeden ze współpracowników zaginionych. Miejsce, w którym samochód wpadł do rzeki, leży na końcu długiej, mało wyboistej prostej. W nocy, przy padającym śniegu, jego kierowca mógł Narwi po prostu nie zauważyć. Dopóki jednak nie ma ciał, wciąż istnieje cień nadziei, że geologom udało się jakoś wydostać z tonącego pojazdu.

Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM