Rekord pobity. "Grałbym do marca, ale muszę oddać fortepian"

Romuald Koperski, pianista i podróżnik z Gdańska, grał ponad cztery doby. Niewiele spał i jadł, jest potwornie zmęczony, ale niezwykle szczęśliwy z pobicia rekordu.

- Palce bolą, ale są całe. To wspaniałe uczucie pobić ten rekord - mówił Koperski ze łzami w oczach. - Grałbym do połowy marca, ale właściciel instrumentu powiedział, że musi go zabrać - dodał z uśmiechem.

Koperski po każdej przegranej godzinie mógł skorzystać z 5 minut przerwy. Przerywał jednak grę co kilkadziesiąt godzin, by trochę się przespać.

"Nie dało się spać"

- Jestem tak potwornie zmęczony, że nie dało się spać - mówi pianista. - Kładłem się do śpiwora, zamykałem oczy, ale sen nie przychodził. Nerwy i zmęczenie nie pozwalały. Przez ponad cztery doby Koperski jadł jedynie czekoladę, popijał niewielką ilością herbaty. Rzadko chodził do toalety.

- Grając wydawało mi się, że strasznie fałszuję, ale ludzie mówili, że wszystko jest w porządku - mówi Koperski. - Organy słuchowe wysiadły, już mózg tak nie pracował.

Rekord pobity: "grałbym do marca, ale muszę oddać fortepian"

Kamery wszystko rejestrowały

Koncert był rejestrowany przez kilka kamer, nieustannie śledziła go komisja. Utwory były przygotowane wcześniej, nie mogły się powtarzać przez 4 godziny gry. Przerwa między utworami mogła wynieść zaledwie 30 sekund.

- Prześlemy teraz całą dokumentację do Londynu, do Kapituły Rekordów Guinessa. Charles Brunner, obecnie już zdetronizowany rekordzista czekał na wpis do Księgi cztery miesiące - mówi szef komisji Krzysztof Spandowski.

Romuald Koperski w tej chwili nie chce bić już żadnych rekordów, marzy o śnie. Nie wiadomo na razie ile wynosi nowy rekord w długości gry na fortepianie. Koperski zrobił krótką przerwę w grze, odpowiedział na pytania dziennikarzy i znowu zasiadł do fortepianu. Gra dalej.

DOSTĘP PREMIUM