Lodołamacze kruszą lód na Dolnej Odrze

2 niemieckie i 5 polskich lodołamaczy przez cały czas pracują na Dolnej Odrze i jeziorze Dąbie. Im szybciej skruszą lód i poszerzą wąskie gardło na Zalewie Szczecińskim tym więcej kry spłynie do Bałtyku, dzięki temu skutki roztopów będą mniejsze.

- Tego lodu mamy w tym roku niesamowitą ilość, na dodatek jest to lód bardzo gruby - opowiada sterujący lodołamaczem Dzik, kapitan Jerzy Fitas, który wspomina podobne zimy, ale w latach osiemdziesiątych. Jak tylko udrożniony zostanie odcinek ze Szczecina do Świnoujścia lodołamacze zaczną poruszać się w górę rzeki, przed nimi ogromny zator, około 4 metrów grubości lodu ciągnie się przez 9 km, do walki w okolicach od Widuchowej - do Ognicy skierowanych zostanie 6 niemieckich i siedem polskich lodołamaczy - zapewnia Andrzej Kreft, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie.

Wojewoda Zachodniopomorski Marcin Zydorowicz szykując się na wielką wodę zwołał specjalny sztab kryzysowy - robimy wszystko, by zagrożenie było jak najmniejsze, mamy wpływ na wiele rzeczy, na pracę lodołamaczy, na to, że zwoływane są centra kryzysowe i na mobilizację ludzi, czy nawet wojska, ale na pogodę wpływu nie mamy i musimy być przygotowani na trudne warunki - kwituje wojewoda, który zamierza lobbować w Ministerstwie Gospodarki zwiększenie od przyszłego tygodnia mocy elektrowni Dolna Odra. Do chłodzenia bloków energotwórczych używana jest woda z Odry, która później wraca do rzeki podgrzana do 8 stopni Celsjusza, co znacznie ułatwia pracę lodołamaczy. Problem w tym, że praca pełną parą Dolnej Odry (w tej chwili pracuje 5 bloków, a jest ich 8) oznaczała, by potrzebę ograniczenia mocy w innych elektrowniach w głębi kraju.

DOSTĘP PREMIUM