Ludzka twarz strażników miejskich: szczęki w magazynie

Śnieg na dachach, śnieg na chodnikach, śnieg na ulicach. Narzekają m.in. kierowcy, bo nie ma gdzie zaparkować. Wciskamy samochody, gdzie tylko się da. Parkujemy w miejscach niedozwolonych. Straż Miejska w Lublinie stara się być wyrozumiała.

- Śniegu jest bardzo dużo i żeby zaparkować trzeba się nieźle nagłowić. Często objeżdżam centrum trzy razy, żeby coś znaleźć - mówi lubelski kierowca, pan Michał. Inni podkreślają, że śnieg z centrum miasta powinien być wywożony. I jest - dziś na Lubartowskiej pojawiła się ciężarówka i specjalny spychacz. Zabierały śnieg z chodnika.

Kierowcy narzekają na śnieżne zaspy na miejscach do zaparkowania, a strażnicy pokazują, że dobrze rozumieją kierowców. Bardzo rzadko nakładają blokady na koła źle zaparkowanych aut. - W styczniu było tylko około pięciu takich blokad - mówi rzecznik Straży Miejskiej w Lublinie, Robert Gogola. Dodaje, że szczęki są zakładane naprawdę tylko w drastycznych przypadkach, np. gdy ktoś zostawi samochód na skrzyżowaniu czy zastawi nim cały chodnik. - Była taka sytuacja na Narutowicza, że samochód stał na chodniku, a piesi musieli chodzić ulicą. Kierowca został ukarany mandatem - przyznaje Gogola.

Śnieg i sople spadają z dachów

Śnieg daje się we znaki na parkingach, ale nie tylko. W Lublinie było kilka przypadków, że wielkie śnieżne bryły spadały na samochody. Tak było na ulicy Ochotniczej i na Narutowicza. - Samochody zostały uszkodzone - mówią strażnicy. Jedno auto ma wybitą szybę, inne wgniecenia w karoserii.

Straż Miejska radzi: jeśli i nam przydarzy się taka sytuacja, wezwijmy na miejsce strażników, żeby zrobili dokumentację (m.in. zdjęcia). Ta dokumentacja może być przydatna przy ubieganiu się o odszkodowanie za uszkodzenie samochodu. Możemy zażądać takiego zadośćuczynienia od zarządcy budynku, z którego spadł śnieg. Bo to zarządca odpowiada za usuwanie śniegu z dachu.

DOSTĘP PREMIUM