Walczą o 1%. "Głodne dziecko zarabia dla bezdomnych"

Mały głodny chłopiec nad pustym talerzem przekonuje do wpłacania jednego procenta podatku. Takim billboardem reklamuje się Bractwo Miłosierdzia im. Świętego Brata Alberta w Lublinie. Wiele organizacji pożytku publicznego jest oburzonych. Twierdzą, że to manipulacja, bo bractwo nigdy nie pomagało dzieciom. Ich zdaniem chłopiec ma wzruszyć i sporo zarobić dla innych.

- Nikt nie neguje, że bractwo pomaga ale na pewno nie dzieciom - uważa szefowa jednej z lubelskich fundacji. - Pomaga bezdomnym mężczyznom, prowadzi jadłodajnie, słyszałam że buduje jakąś spółdzielnię socjalną. Temat dzieci stal się jednak bardzo chłonny i teraz głodny chłopiec zarabia pieniądze dla bezdomnych - mówi TOK FM prezes fundacji z Lublina.

Prezes bractwa świętego Alberta Wojciech Bylicki odpiera zarzuty. Uważa, że pomaga rodzinom, a przez to i dzieciom. - Kiedyś już organizowaliśmy paczki świąteczne dla dzieci - twierdzi. Prezes dodaje też, że nie tylko on promuje się w ten sposób. - Obserwuję też inne billboardy, na przykład Caritasu, gdzie też występują dzieci - mówi Wojciech Bylicki i zapewnia, że bractwo chce pomagać wszystkim potrzebującym, ale nie ma pieniędzy by zrobić plakaty ze wszystkimi, którym pomaga. Wylicza, że w Lublinie bractwo reklamuje się na 26 afiszach, z czego połowę stanowią plakaty z małym chłopcem.

Dr Małgorzata Sitarczyk, psycholog z UMCS jest przekonana, że jest to marketing i to bardzo skuteczny. - Nie waham się użyć słowa manipulacja, chociażby w tym kontekście, że oglądamy dziecko. Dziecko budzi dobre skojarzenia, bo jeszcze nikomu nic nie zrobiło - mówi psycholog i dodaje, że w ten sposób bractwo zapewne pozyska część środków przeznaczonych zwykle dla organizacji pomagających wyłącznie dzieciom.

Podobnego zdania są mieszkańcy Lublina, którzy codziennie mogą oglądać billboard. - Uważam, że podatnikom należy się wiarygodna informacja na co i na kogo przeznaczają swój 1% podatku - mówi TOK FM Piotr Kieczul. Pojawiają się też opnie, że tego typu reklama, to celowe wprowadzanie ludzi w błąd. - Jak widać dziecko, to znaczy, że pomaga się dziecku. Nikt nie analizuje tego głębiej, tylko wpłaca - mówi Monika Krzech.

Prezes bractwa jest zdziwiony takimi opiniami. - Staramy się pomagać różnym ludziom, ale zostaliśmy zaszufladkowani jako pomoc dla bezdomnych - mówi Wojciech Bylicki. Przypuszcza, że może stąd biorą się kontrowersje

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM