Prywatne przedszkola wyrastają jak grzyby po deszczu

Brakuje miejsc w przedszkolach publicznych, więc prywatne wyrastają jedno po drugim. W Lublinie w ostatnich miesiącach powstało aż siedemnaście nowych placówek niepublicznych.

W poniedziałek 15 marca w Lublinie ruszył nabór do przedszkoli. Już widać, że chętnych jest zdecydowanie więcej niż miejsc. - Mamy bardzo dużo pytań. Pierwsi rodzice już przynoszą wypełnione wnioski - mówi Bożena Pietrusińska, dyrektor obleganego przez rodziców przedszkola nr 5. Przyznaje, że miejsc jest tyle co przed rokiem, bo nie ma już gdzie tworzyć nowych oddziałów. Podobnie jest w innych placówkach. - W wielu przedszkolach były wolne sale rekreacyjne, w których odbywała się rytmika czy tańce. Zostały przekształcone w sale zajęć - mówi Barbara Czołowska z Wydziału Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta w Lublinie. Dodaje, że w części przedszkoli już wcześniej sale zajęć utworzono też na dużych przestronnych korytarzach. Wszystko po to, by można było przyjąć więcej dzieci.

Ale miejsc i tak jest za mało.

Prywatni przedsiębiorcy postanowili to wykorzystać. Tworzą nowe placówki. W ostatnim czasie w Lublinie powstało ich aż 17. Rodzice w większości wolą przedszkola miejskie, ale zdają sobie sprawę, że dla Jasia, Stasia czy Julki może zabraknąć miejsc. - Dlatego biorę pod uwagę również przedszkole prywatne - mówi Wioletta Giszka, mama 3-letniej dziewczynki. Składa podania do czterech placówek publicznych, by zwiększyć szanse na przyjęcie dziecka. - Ale jeśli się nie uda, to nasza córcia pójdzie do prywatnego. Choć to będzie bardzo trudne dla naszego domowego budżetu - przyznaje.

Pieniądze to główny argument podawany przez rodziców. Przedszkole prywatne to większe wydatki - czesne w Lublinie wynosi 300- 400 złotych. Pobyt dziecka w przedszkolu miejskim to nawet o ponad połowę mniejszy koszt. Do tego, i tu i tu, dochodzą opłaty za wyżywienie czy zajęcia dodatkowe.

Nierzadko dzieci z przedszkoli prywatnych są przenoszone do placówek miejskich. - Nie pytam rodziców, dlaczego przenoszą dziecko, ale sami mówią - przyznaje dyrektor Pietrusińska. Oprócz pieniędzy padają jeszcze dwa główne argumenty. - Przede wszystkim rodzice skarżą się na to, że w przedszkolach prywatnych często zmieniają się nauczyciele - mówi Pietrusińska. Części rodziców nie odpowiada też wyżywienie. W placówkach prywatnych najczęściej jest to catering, podczas gdy przedszkola miejskie mają własne kuchnie.

Merytoryczną kontrolę nad placówkami prywatnymi sprawuje kuratorium. Jak ustaliliśmy, zdarza się, że do wizytatorów trafiają skargi od rodziców, ale w większości zastrzeżenia się nie potwierdzają. Kontrolerzy do tej pory nie stwierdzili w placówkach prywatnych poważniejszych uchybień.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM