Matka małego Jasia ma już polskie obywatelstwo

Mama chorego na mukowiscydozę Jasia, o którym kilkanaście miesięcy temu mówiła cała Polska, dostała polskie obywatelstwo. Przyznał je prezydent. Do tej pory kobieta była obywatelką Białorusi. Dziś ma już szansę na legalną pracę czy zasiłek rodzinny na dziecko. - Teraz zmieni się nasze życie - wierzy Madzina Iwanow.

Jaś to tak naprawdę Pawełek. Jasiem nazwały go media. Dziś ma już prawie trzy latka. - Urodziny będzie mieć w święta, dlatego nazywamy go naszym króliczkiem wielkanocnym - mówi mama. Kobieta w 2007 roku urodziła bliźniaki. Jeden z chłopców zmarł; drugi przeżył. Okazało się, że ma mukowiscydozę, nieuleczalną chorobę genetyczną, która wymaga stałej, specjalistycznej opieki.

Pani Madzina miała już wtedy troje dzieci. Bała się, że sobie nie poradzi. Dlatego zostawiła synka w szpitalu. Chłopcu groziła deportacja na Białoruś. Ale niedługo potem jego mama zmieniła zdanie. Zaczęła sądową walkę o dziecko i ją wygrała.

Przez ostatnie trzy lata nie było łatwo. Madzina Iwanow utrzymywała rodzinę z praw dorywczych: szyła, sprzątała, myła okna. Wszystko na czarno. W końcu legalnie założyła kiosk. Ale niedługo potem cofnięto jej pozwolenie na działalność, bo urzędnicy doszli do wniosku, że skoro nie ma obywatelstwa, to nie może jej prowadzić. - Wierzę, że teraz będzie nam o połowę lżej. Odzwyczaimy się od słów, że nam się nie należy - mówi pani Madzina. Dodaje, że teraz ma szansę na legalną pracę; będzie się starać o mieszkanie komunalne (dziś mieszkają w wynajmowanym, które do czerwca muszą zwolnić). Teraz, jako Polce, nikt nie odmówi jej też zasiłku rodzinnego czy innej formy wsparcia z opieki społecznej.

Mały Pawełek to oczko w głowie całej rodziny. - Najbardziej jest związany z 11-letnią Saszą. Jest dla niego jak druga mama - opowiada pani Madzina. Maluch jest pod stałą opieką lekarzy, ale rozwija się prawidłowo. - Śpiewa piosenki i już liczy do pięciu - mówi mama, a reporterka TOK FM sama mogła to usłyszeć. Madzina Iwanow przyznaje, że żałuje jednego: że trzy lata temu zostawiła synka w szpitalu. - Gdybym wtedy wiedziała, że dam radę; że znajdą się tacy, którzy pomogą na pewno bym go zabrała - mówi.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM