Według rządu dalekopis jest tak samo dobry jak e-mail

Skargę na kolejarza, nauczyciela czy niemiłego urzędnika możesz wysłać pocztą, mailem, ale też za pomocą dalekopisu. Tak wynika z przepisów. I nie są to wcale przepisy sprzed 20 lat. - Ustawodawca popełnił błąd - mówią urzędnicy.

Dalekopis to swego rodzaju maszyna do pisania, połączona ze specjalnym telefonem. Przed laty służyła do przekazywania informacji. Dziś nikt już z niej nie korzysta.

Tymczasem rozporządzenie Rady Ministrów z 8 stycznia 2002 roku mówi wyraźnie: "Skargi i wnioski mogą być wnoszone pisemnie, telegraficznie lub za pomocą DALEKOPISU, telefaksu, poczty elektronicznej, a także ustnie na protokół". - Rozporządzenie jest nowe, dlatego uważam, że to błąd ustawodawcy, że tego urządzenia, że tak powiem, nie skasowali - mówi Anna Morow, dyrektor wydziału audytu i kontroli urzędu miasta w Lublinie. To do niej trafiają skargi np. na urzędników. - Chyba nie muszę mówić, że z nowego pokolenia mało kto by wiedział, jak dalekopis wygląda - dodaje Morow.

Gdzie znaleźć ten zabytek?

Na poczcie dawno nikt o nim nie słyszał, w urzędach też go już nie ma. Dalekopis znaleźliśmy w wojsku. - Mamy model z lat sześćdziesiątych - mówi reporterce TOK FM kapitan Leszek Bojarski, szef sztabu batalionu dowodzenia w Trzeciej Brygadzie Zmechanizowanej w Lublinie. Pan kapitan 20 lat temu, będąc w szkole oficerskiej pracował na dalekopisie. - Były to żmudne ćwiczenia. Pisanie zaczynało się od prostych tekstów, nie patrząc na klawiaturę. Ćwiczyliśmy i powtarzaliśmy do znudzenia - mówi kapitan.

Dziś nawet w wojsku nikt na dalekopisie nie pracuje. Młodzi żołnierze w ogóle nie wiedzą, jak działa. - W tej chwili jest to wartość raczej muzealna. Sprzęt, który nie jest już używany - mówi kapitan Bojarski.

Ustawodawca jakby o tym zapomniał. Może z sentymentu.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM