Studenci szukają wsparcia u psychologa, też studenta

Zamiast do psychologa idą do rówieśnika. W Lublinie działa Akademickie Centrum Wsparcia, czyli miejsce, w którym studenci psychologii pomagają studentom innych kierunków. Do tej pory był jeden taki punkt w akademiku Amor. Tteraz będą trzy, bo liczba osób potrzebujących wsparcia stale rośnie.

Opiekę nad Akademickim Centrum Wsparcia sprawuje dr Ireneusz Siudem z Wydziału Psychologii UMCS. Nie ma wątpliwości, że utworzenie "poradni" było strzałem w dziesiątkę. Bo studenci potrzebują wsparcia, a na wizytę u psychologa - profesjonalisty albo ich nie stać, albo w ogóle nie biorą tego pod uwagę. - W naszym społeczeństwie pokutuje bardzo silny lęk przed kontaktem z profesjonalistą. Tutaj jest to student o dwa czy trzy lata starszy i ten lęk przed otworzeniem się jest dużo mniejszy - mówi Siudem.

W Akademickim Centrum Wsparcia działa kilkanaście osób. Do tej pory pełniły codzienne dyżury w akademiku, teraz dojdą też dyżury na Wydziale Humanistycznym i na Wydziale Psychologii. - Bo potrzeby są ogromne - mówią studenci.

Mateusz Łukasik jest na piątym roku psychologii na Uniwersytecie Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie. Dyżuruje regularnie. - Trudno powiedzieć, ile osób zgłasza się na taki dyżur. Bywa różnie. Raz jest to jedna osoba, innym razem kilka. Są tacy, którzy korzystają regularnie z naszej pomocy. Mają wybranych studentów, do których się zgłaszają, z którymi rozmawiają - mówi Mateusz.

Najczęstsze problemy, z którymi przychodzą studenci to trudności z zaadaptowaniem się w nowym miejscu, trudności w sesji egzaminacyjnej, ale też problemy w związkach. - Często bywa tak, że student czy studentka przychodzi, by się wygadać. Bo np. rozpadł jej się związek i nie może sobie z tym poradzić - mówi jeden z pomagających.

Marcin Bartosik też jest studentem piątego roku. Jak mówi problemów, z którymi zgłaszają się rówieśnicy jest wiele. Oprócz zawodów miłosnych to także problemy z emocjami: ktoś nie potrafi ich okazywać albo dusi je w sobie. Bywało, że studentki w trakcie "sesji" psychologicznej płakały. - Aczkolwiek ja wychodzę z założenia, że emocje lepiej wyśmiać niż wypłakać, dlatego u mnie zazwyczaj się śmieją - mówi Marcin. Przyznaje, że już wielokrotnie dostawał podziękowanie za pomoc.

- Myślę, że ta idea się sprawdziła. Mamy coraz więcej osób chętnych. Wielu osobom już udało nam się pomóc - mówi Justyna Tokaruk z piątego roku psychologii. Nie kryje, że dzięki tym spotkaniom studenci psychologii sami też uczą się warsztatu: jak stworzyć odpowiedni do rozmowy klimat, jak pomóc rozmówcy się otworzyć.

DOSTĘP PREMIUM