Ambasador Bahr: Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć

- Zobaczyłem krajobraz jak po trzęsieniu ziemi. Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć. Skontaktowałem się z ministrem Sikorskim - opowiada o pierwszych chwilach tuż po katastrofie Jerzy Bahr. Ambasador RP w Rosji pierwszy przekazał informację o tragedii do polskiego MSZ.

Film nagrany tuż po katastrofie>>>

Ambasador Bahr, który był dziś gościem Kontrwywiadu w RMF FM, opowiadał o tym co zobaczył w lesie tuż obok lotniska w Smoleńsku, zaledwie w kilka chwil po katastrofie Tu-154 z polską delegacją na uroczystości w Katyniu.

- (...) Pierwsze wrażenie było takie, które sobie potem dopiero skojarzyłem, (...) widziałem skutki trzęsienia ziemi w Bukareszcie i widziałem domy, które miałem w pamięci jako domy wielopiętrowe, a zamieniły się w coś, co miało piętro wysokości. I to, co mnie uderzyło wtedy i teraz właśnie, ten kontrast między wysokością normalnego samolotu, a wysokością tego, co zostało i było to dlatego szokiem takim szczególnym dla mnie(...), liczyliśmy, że zobaczymy nawet kadłub samolotu, do którego będziemy mogli dobiec i wyciągać stamtąd ofiary. A ten widok już był taki, że widać było, że jest to zupełnie niemożliwe - powiedział ambasador.

Telefon do MSZ

Jerzy Bahr opowiada, że przez kilka chwil stał w miejscu dosłownie jak wryty, w wielki szoku. - Natychmiast, dosłownie kilka minut potem, (...), to był kontakt z Centrum Operacyjnym Rządu i natychmiast mnie połączono z panem ministrem Sikorskim, który zapewne też był - trudno mi jest powiedzieć - pierwszą czy też jedną z pierwszych osób w Polsce, które się o tym dowiedziały.

Jerzy Bahr przyznał w Kontrwywiadzie, że nie pamięta, czy minister Sikorski od razu mu uwierzył. - (...) Nikt, kto słyszy taką wiadomość - myślę - jeżeli jest zdrowy, to nie jest w stanie uwierzyć. A ja myślę, że po prostu też nie uwierzył.

DOSTĘP PREMIUM