"Po wspólnocie żałobnej przyjdą podziały"

- Uroczystościom żałobnym podporządkowaliśmy całość życia społecznego. Chyba tylko w Ameryce Łacińskiej spotkamy się z podobnym przeżywaniem śmierci - mówił w Radiu TOK FM dr Marek Szopski, socjolog z UW. - Martwi stali się mistycznymi przywódcami, wokół których skupiła się wspólnota żywych - dodaje.

Szopski zauważa, że chęć łączenia się we wspólnoty jest czymś pierwotnym, jednak kłóci się ze współczesnym światem. Przypomina, że w Polsce przeżywanie żałoby związane jest z naszą historią, ale także tradycją i kulturą - choćby "Dziady" Mickiewicza, czy portret trumienny szlachecki. - To pewna apoteoza śmierci albo rodzaj jej przeżywania w sposób głębszy i silniejszy niż w innych kulturach, szczególnie w kulturach współczesnych, gdzie śmierć próbuje się odepchnąć. Być może ta obawa, czy pewien horror, który śmierć w nas wywołuje powoduje, że musimy w nią wejść w bliższy i bardziej emocjonalnie wyczerpujący kontakt - mówi socjolog.

Tęsknimy do wspólnoty, widać to było w ruchu "Solidarności" i w pokoleniu JP II, a teraz w uroczystościach pogrzebowych. - Jednak na dłuższą metę, taka wspólnota nie ma racji bytu, bo nie da jej się przystosować do współczesnego świata. Żyjemy w świecie, który pod wieloma względami dba o interes jednostki - podkreśla dr Szopski. - Tęsknimy do wspólnoty, ale w jakiś sposób musimy ją odpychać, ponieważ ona jest niefunkcjonalna.

Wspólnota nie potrwa długo, będziemy artykułować podziały

- Przy tej szczególnej tragedii, powstali mistyczni przywódcy, wokół których skupiła się wspólnota. A co bardziej interesujące, ci przywódcy są przywódcami wspólnoty żywych, choć ich wśród żywych już nie ma. Oni nie mogą już wpłynąć na interpretację swoich zachowań. Można ich tylko jeszcze bardziej zmitologizować - mówi dr Szopski. - A media i politycy nie mają teraz odpowiednich narzędzi, żeby tę wspólnotę opisać. Socjolog zaznacza, że czas przeżywania tej żałoby jest wyczerpujący, bo długi. - Patrząc na sposób organizacji uroczystości, to objął on całość życia społecznego, wszystko jest temu podporządkowane. Chyba tylko w Meksyku albo w Ameryce Łacińskiej spotkamy się z podobnymi przejawami przeżywania śmierci - mówi.

- Oczywiście możemy to uzasadniać ogromnymi stratami, jakie w historii poniosło społeczeństwo. Z drugiej strony, takie straty są też udziałem sąsiadujących z nami społeczeństw, one jednak przeżywają to inaczej - dodaje Szopski. - Współczesne społeczeństwo jest złożone i skomplikowane, trudno jest je zebrać w jedną wspólnotę. Demokracja nie jest strukturą wspólnotową. Za chwilę zacznie się normalne życie i będziemy musieli te swoje podziały i różnice wyartykułować.

Będziemy szukać zagrożenia wewnątrz. To logika wspólnotowości

- Pesymistyczny jest wniosek jaki powstaje przez porównanie z sytuacją w Stanach po 11 września. Oni stworzyli wspólnotę solidarności społecznej, bo kraj został zaatakowany z zewnątrz. To najlepszy mechanizm do tworzenia solidarności. U nas nie mamy takiego mechanizmu - podkreśla dr Szopski. - Nikt nas nie zaatakował, nie stało się coś takiego, żebyśmy mogli powiedzieć: "jesteśmy razem wobec jakiegoś zagrożenia". Przez to musimy znaleźć takie zagrożenie w wewnątrz. Taka jest logika wspólnotowości. To pesymistyczny wniosek, przed którym niestety nie ma ucieczki.

Tradycja nie lubi kompromisu

Zdaniem socjologa, będzie teraz następowało także wykluczanie ze społeczeństwa tych, którzy na przykład "niedostatecznie przeżywali żałobę". Szopski wyjaśnia, że wspólnota nie opiera się na czymś instytucjonalnym, nie mamy więc podstaw, żeby kogoś karać za nieprzestrzeganie żałoby: - Osoba, która w czasie żałoby zorganizowała dyskotekę, nie złamała prawa, lecz obyczaj. Wszyscy wiemy co mamy robić, tak przecież działa tradycja. Natomiast demokracja jest oparta na kompromisie, a tego tradycja tego nie lubi.

DOSTĘP PREMIUM