W prezydenckim samolocie zadziałał system ostrzegający

Kilkadziesiąt sekund przed katastrofą odezwały się urządzenia alarmowe ostrzegające przed zderzeniem z ziemią - dowiedziało się nieoficjalnie TVN24. Na nagraniach z jednej z czarnych skrzynek słychać głośny sygnał alarmowy.

Piotr Świerczek z TVN24, który bada okoliczności katastrofy, powiedział, że urządzenie działało przez 30 sekund - tyle czasu mieli piloci, żeby zareagować i podjąć jakąś decyzję, która mogła uchronić samolot przed katastrofą.

Dane z urządzenia w systemie EGPWS, który ostrzega przed gwałtownym zbliżaniem się ziemi, były zapisane na czarnych skrzynkach. Kluczowe jest to, czy lotnisko w Smoleńsku było zarejestrowane w systemie EGPWS, który był zainstalowany na pokładzie prezydenckiego Tupolewa - jeśli było zarejestrowane, to doszło do błędu ze strony pilotów - stwierdził Świerczek. Jeśli nie było, to urządzenie stanowiło pomoc dla pilotów, tj. nie widziało konkretnego lotniska, ale ostrzegało przed zbliżającym się terenem.

Być może piloci zignorowali system ostrzegający, bo traktowali je tylko jako urządzenie pomocnicze - zasugerował Świerczek. Lotnisko w Smoleńsku było wyposażone w stary system lądowania, m.in. system radiolatarni i wysokościomierze. W takim przypadku system EGPWS mógł być potraktowany pomocniczo. Być może lekceważyli takie sygnały wielokrotnie, podczas lądowań na lotniskach wojskowych.

Urządzenie EGPWS działa w wielu przypadkach, gdy np. samolot zbliża się do góry. W ostatecznych sytuacjach system wydaje polecenie "Pull up, pull up" (czyli "podciągnij maszynę"). Urządzenie stara się obliczać czas uderzenia, sugerując pilotom, że jest jeszcze czas na poderwanie samolotu.

DOSTĘP PREMIUM