Nowy Sącz: uratował dwójkę ludzi, sam trafił do szpitala

52-letni mieszkaniec Librantowej koło Nowego Sącza uratował z płonącego auta dwójkę młodych ludzi. Sam trafił na oparzeniówkę w Siemianowicach Śląskich z poważnymi obrażeniami. Do zdarzenia doszło wczoraj późnym popołudniem.

- Samochód, którym jechał 20-latek razem z pasażerką, z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn wypadł z drogi, uderzył w barierkę ochronną i dachował. Auto od razu stanęło w płomieniach - relacjonuje Michał Kondzior z biura prasowego małopolskiej policji. 52-letni pan Celestyn, mieszkaniec Librantowej, widział ten wypadek. Bez zastanowienia ruszył na ratunek.

- Natychmiast podbiegł do samochodu i wyciągnął z niego pasażerkę. Poparzył sobie ręce. Próbował je schodzić wodą z przydrożnego rowu, po czym ruszył znowu do auta, żeby wyciągnąć ze środka kierowcę. To okazało się dość trudne, ponieważ był on przypięty do fotela pasem bezpieczeństwa. Podczas wyciągania kierowcy na ratującym mężczyźnie zapaliła się odzież i włosy. Na szczęście 20-latka udało się wyciągnąć z auta - przyznaje Kondzior.

Potem mężczyzna paląc się pobiegł do domu. Tam ugasiła go rodzina i wezwała pogotowie. Pana Celestyna najpierw przewieziono do szpitala w Nowym Sączu, potem do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. 52-latek ma poparzone górne drogi oddechowe, ręce i szyję. Jego stan jest ciężki. Kierowca samochodu ma poparzoną głowę i ręce. U pasażerki skończyło się, na szczęście, tylko na ogólnych potłuczeniach.

Policja bada przyczyny wypadku i czeka na zgodę lekarzy, żeby przesłuchać świadków i uczestników zdarzenia.

DOSTĘP PREMIUM