Pielęgniarka zamiast lekarza. Coraz więcej takich karetek

Do karetek z ratownikami medycznymi już się przyzwyczailiśmy. Do pielęgniarek jeszcze niekoniecznie. Tymczasem w karetkach pogotowia coraz częściej można spotkać zespoły ratownicze, na czele których stoją kobiety. To one na miejscu wypadku wydają polecenia i koordynują akcję.

W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Lublinie są 23 pielęgniarki, które jeżdżą w karetkach. Jedną z nich jest Marta Bielecka - Gryta, w karetce od sześciu lat; od dwóch lat jako lider. Stoi na czele zespołu, który jedzie do wypadku czy do zawału serca. Obok pielęgniarki w karetce jest też ratownik i kierowca. - Tworzymy zgrany zespół. Możemy na sobie polegać i to jest najważniejsze - mówi pani Marta.

Pielęgniarka ma na kurtce napisane, kim jest, ale pacjenci nagminnie mówią do niej "pani doktor". - Nie zawsze jest czas, by to prostować - mówi. Przyznaje, że praca jest trudna i wymagająca, ale daje satysfakcję. Czasami bywa ciężko, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Pacjenci albo ich rodziny bywają agresywni. Wtedy przydaje się pomoc drugiego członka zespołu czyli ratownika. - Mamy też takie sytuacje, że w domu chorego nie ma światła, a ja muszę założyć wkłucie. I nie jest łatwo - mówi pani Marta. Przyznaje, że najtrudniejsze są sytuacje, kiedy wspólnie z policją trzeba zabrać kilkuletnie dziecko od pijanych rodziców. Wtedy podejście jej jako kobiety jest bardzo przydatne. - Jestem matką i wiem, co to znaczy - mówi.

W wielu przypadkach załoga karetki musi znieść chorego na noszach z drugiego czy trzeciego piętra, by zawieźć go do szpitala. Gdy pacjent waży np. 80 czy 100 kg, kobietom bywa trudno. Pielęgniarki pomagają, ale jeśli nie dają rady wzywany jest drugi zespół.

Praca jest obciążająca psychicznie. - Na miejscu wypadku czy w domu chorego nie ma czasu na emocje. Trzeba działać szybko - mówi pielęgniarka. Przyznaje jednak, że gdy wraca często myśli, o tym co robiła. Bywa, że rozmawia o tym z własnymi dziećmi; konkretne przypadki śnią jej się po nocach. - Ale nie potrafiłabym siedzieć w urzędzie za biurkiem. To nie dla mnie - dodaje.

W lubelskim pogotowiu w karetkach jeżdżą 23 pielęgniarki. - Są bardzo doświadczone, posiadają specjalizację kierunkową bądź minimum kurs kwalifikacyjny z ratownictwa medycznego - mówi Zdzisław Kulesza, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia w Lublinie. Dodaje, że nie ma przypadków, by przychodziły się skarżyć na ciężką pracę. Zdaniem dyrektora, pielęgniarka, która chce jeździć w karetce musi umieć radzić sobie ze stresem czy potrafić szybko podejmować trudne decyzje.

Co może pielęgniarka w karetce?

Ma takie same uprawnienia jak ratownik medyczny. Może założyć wkłucie, unieruchomić kończyny czy kręgosłup chorego, zrobić resuscytację czy podać lek (ich lista jest jednak bardzo ściśle określona). - Zespół ratownictwa medycznego nie leczy pacjenta. On wykonuje niezbędne czynności ratownicze, by podtrzymać podstawowe funkcje życiowe i dowieźć do odpowiedniego szpitala - podkreśla dyrektor pogotowia.

DOSTĘP PREMIUM