Pospieszalski: Pozwoliliśmy ludziom wykrzyczeć ich ból

Jan Pospieszalski odpiera zarzuty Rady Etyki Mediów, że film "Solidarni 2010" jest nieobiektywny. - To godzi w tolerancję. Pozwoliliśmy tym ludziom mówić, wykrzyczeć ich ból, ich troskę o państwo - mówi w Salonie politycznym - jak to podkreślił prowadzący Michał Karnowski - "wolnej" Trójki.

Jan Pospieszalski, współtwórca reportażu "Solidarni 2010", twierdzi, że dokument ten zarejestrował autentyczne odczucia ludzi. - Ludzie chętnie dzielili się swoim bólem, troską o państwo. Swoją niezgodą na to co się działo. Ludzie chcieli się wykrzyczeć - mówi.

W filmie zarejestrowano wypowiedzi ludzi zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie w Smoleńsku. Twierdzili oni, że winnymi tragedii są Rosjanie, rząd i "Gazeta Wyborcza". - Premier Tusk ma krew na rękach - mówiła jedna z nich. Pospieszalski nie interweniował przy takich wypowiedziach. Nie próbował ich nawet komentować.

Dziś Pospieszalski atakuje prasę za podkreślanie, że w filmie pokazano wypowiedzi aktorów. - Zarzut o aktorach jest żenujący - mówi. Ostrzega również, że piszący o tym dziennikarze mogą się narazić na pozwy sądowe. - To jest oszczerstwo, które możemy dochodzić w sądzie. Takie rzeczy są karalne - dodaje.

REM nie ma racji

Według Pospieszalskiego, zarzuty Rady Etyki Mediów , że naruszył "zasady obiektywizmu, szacunku i tolerancji", gdy jego rozmówcy atakowali przeciwników tragicznie zmarłego prezydenta oraz twierdzili, że w Polsce nie ma demokracji, są bezpodstawne.

- To godzi w tolerancję. Poczucie tolerancji i troski o demokrację nie pozwoliło mi na to - tymi słowami tłumaczy, dlaczego nie usunął z filmu najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi. - Moim zdaniem to, że te słowa padły w przestrzeni publicznej są przejawem, że demokracja w Polsce jest. Pozwoliliśmy tym ludziom mówić, wykrzyczeć ich ból, ich troskę o państwo - dodaje.

"Brak odpowiedzialności państwa"

Pospieszalski wypowiedział się również nt. doniesień prasy, że teren, na którym rozbił się samolot, nie został dostatecznie zabezpieczony. - Znów mamy doświadczenie, że instytucje państwa są krok za obywatelami. Jeśli polskie służby nie zabezpieczyły terenu, nie przeszukały go, to świadczy o braku odpowiedzialności - mówi.

9 maja to nie święto Polaków

- Elementem chrześcijańskiej postawy, jest pamięć i troska o miejsce pochówku. Na pewno szacunek i pamięć dla ludzi którzy zginęli jest niezwykle cenną inicjatywą - tak dziennikarz komentuje apele o zapalanie zniczy na grobach żołnierzy radzieckich w dniu 9 maja.

Dodaje jednak: - Ale na miłość boską nie fałszujmy historii. To nie było nasze zwycięstwo, to nie było słuszne zwycięstwo. Tak to nie była nasza wolność, nasze zwycięstwo, nasze święto

DOSTĘP PREMIUM