Archeolog: praca trudna, nieprzyjemna, ale niezbędna

Pojadą na miejsce katastrofy, bo tak podpowiada im serce. Do Smoleńska w przyszłym tygodniu poleci grupa sześciu archeologów. Ujawnił to na środowej konferencji prasowej minister Michał Boni. Dość nieoczekiwanie dla samych naukowców.

- Sprawa nabrała niepotrzebnego naszym zdaniem przyspieszenia - mówi reporterce TOK FM pani doktor, która jest w grupie archeologów wyjeżdżających do Smoleńska. Badaczka, do której dotarliśmy, nie chce podawać nazwiska. Twierdzi, że nie jedzie tam dla sławy, ale z potrzeby serca.

Dodaje, że pierwotnie plan był taki, żeby specjaliści polecieli na miejsce katastrofy na początku maja, ale w Rosji trwają przygotowania do rocznicy zakończenia II wojny światowej obchodzonej tam 9 maja i wiele urzędów jest nieczynnych, dlatego trudno cokolwiek załatwić. Ustalono, że do wyjazdu dojdzie pod koniec miesiąca. Tymczasem w środę na konferencji prasowej minister oznajmił, że archeolodzy wyjadą już w przyszłym tygodniu.

- Zaczęto dostrzegać w tym jakieś elementy sensacji, a sensacji nie ma. Jest bardzo trudna, nieprzyjemna, ale moim zdaniem niezbędna praca do wykonania - mówi archeolog z Uniwersytetu Marii Curie - Skłodowskiej. Dodaje, że kieruje nią "potrzeba wykonania obowiązku na miarę sytuacji".

Do Smoleńska poleci grupa sześciu osób (w tym trzy kobiety). Inicjatywa była oddolna, powstała na jednym ze spotkań archeologów po medialnych doniesieniach o tym, że na miejscu tragedii wciąż znajdowane są rzeczy ofiar. - Było pytanie, co z tym zrobić. Oczywiście można mówić, że to należy do kogoś innego. Natomiast z naszego punktu widzenia wydawało się zasadnym, żeby przerwać to szarżowanie śladami katastrofy - dodaje archeolog.

Archeolodzy do Smoleńska zabiorą ze sobą m.in. wykrywacze metali, ale także sprzęt do kopania, bo i on może się przydać. Przyznają, że teren jest trudny. - Tam jest podłoże torfowe, dlatego nie wszystkie narzędzia, którymi archeologia współczesna dysponuje mogą być wdrożone - mówi rozmówczyni TOK FM. Badacze chcą pracować po 10 godzin dziennie. Zakładają, że przeszukanie całego terenu zajmie im do 10 dni. Każdy ze specjalistów ma dostać do przebadania kwadrat o wymiarach 50 na 50 metrów.

Naukowcy chcą przeszukać teren katastrofy, by zebrać wszystko co zostało na miejscu tragedii pod Smoleńskiem. - Żeby przekazać wszystkie te rzeczy rodzinom, bądź by mogły stanowić taką zakładzinę dla pomnika, który mam nadzieję tam powstanie - mówi doktor archeologii z UMCS w Lublinie.

DOSTĘP PREMIUM