E.Klich: Jestem przeciwny ujawnieniu nagrań pilotów

- Nie wierzę, żebyśmy ujawnili całość nagrań - powiedział Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę pod Smoleńskiem. Dodał, że jeśliby to od niego zależało, byłby przeciwny ich ujawnieniu. Klich podał także dokładną godzinę katastrofy - 8.41.06 czasu polskiego.

Klich wyjaśnił, że jego zdaniem ujawnianie nagrań z rozmów pilotów wskaże tylko na bezpośrednie przyczyny katastrofy, które utrwalą się w społeczeństwie: pilot, technika i pogoda, natomiast nie pomoże w odkryciu prawdziwych przyczyn tragedii pod Smoleńskiem. Ujawnianie całości nagrań z rozmów pilotów w kokpicie zapowiedział prokurator generalny Andrzej Seremet.

Szef komisji powtórzył, że wypadek samolotu jest skutkiem kryzysu w lotnictwie wojskowym. Przypomniał wszystkie katastrofy z udziałem samolotów wojskowych, które wydarzyły się w ciągu ostatnich kilku lat, w tym wypadek Bryzy i CASY.

- Jeżeli nawet były zalecenia, to albo były nieskutecznie wprowadzane, albo były niewłaściwe, bo nie naprawiły systemu - skomentował informację MON o zmianach wprowadzonych po katastrofie wojskowej CASY.

Katastrofa sześć sekund po 8.41

Klich przypomniał, że śledztwo w sprawie tragedii pod Smoleńskiem jest na wstępnym etapie i na razie nie ma mowy o publicznym wysuwaniu hipotez o jej przyczynach. Dodał też, że po ostatniej analizie zgromadzonych dowodów można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że do katastrofy doszło o sześć sekund po godzinie 8.41 czasu polskiego.

Wcześniej przed konferencją Klicha na spotkaniu z dziennikarzami prokurator generalny Andrzej Seremet mówił, że do póki nie ma zakończonego badania czarnych skrzynek nie można podać dokładnej godziny katastrofy.

- Jeśli chodzi o godzinę katastrofy, nie zna jej także strona rosyjska, prokuratura polska nie podaje do tej pory tej godziny, bo nie dysponuje tak kategorycznym dowodem, który pozwalałby ustalić tę godzinę ponad wszelką wątpliwość, dlatego podaje czas orientacyjny - zaznaczył Seremet.

Odłamki Tu-154 bez znaczenia dla śledztwa

Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych pytany, czy zbierane do niedawna przez przypadkowe osoby drobne elementy tupolewa mogą pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, powiedział, że podczas katastrofy tak dużego samolotu na ogół powstaje bardzo dużo drobnych odłamków, które jednak już na tym etapie dochodzenia nie mają istotnego znaczenia.

Odnosząc się do odnajdowanych rzeczy osobistych wyjaśnił, że to problem moralny: - Rzeczy osobiste to problem moralny. Na szczęście teren po interwencji strony polskiej został już należycie zabezpieczony - dodał.

W jego ocenie obecnie w Rosji pracuje odpowiednia liczba ekspertów z Polski: - Początkowo w Smoleńsku było około 30 osób, a teraz jest 12. To jest wystarczająca liczba.

Śledztwo w Rosji to najlepsza opcja

W wywiadzie, który odbył się po konferencji Edmund Klich powiedział PAP, że rozumie zastrzeżenia co do zastosowania konwencji chicagowskiej (wypadek bada państwo, w którym się on wydarzył), "ale według zleconej przez nas ekspertyzy prawnej to najlepsza z możliwych opcji. Jeśli ktoś wierzy, że strona rosyjska przekazałaby całe postępowanie stronie polskiej, myślę, że osądza na wyrost. Rosja ma tu możliwości porównywalne ze Stanami Zjednoczonymi, Międzyrządowy Komitet Lotniczy - MAK - bada wypadki w 12 krajach byłego Związku Radzieckiego - ma potężne zasoby i laboratoria".

Pytany o to, jak się układa współpraca ze stroną rosyjską, Klich odpowiedział: - Bardzo dobrze, szczególnie po tym, kiedy już zostały ustalone jej zasady.

DOSTĘP PREMIUM