"To, co spotyka mnie i Janka to ostrzeżenie dla innych. Uważajcie co robicie"

- To co spotyka mnie i Janka Pospieszalskiego to ma być sygnał dla innych: "Uważajcie, co robicie jak idziecie swoją drogą" - mówiła Ewa Stankiewicz, reżyserka filmu "Solidarni 2010", na spotkaniu które zorganizował Warszawski Klub "Gazety Polskiej".

Dyskusję prowadziła Katarzyna Hejke - redaktor naczelna miesięcznika "Nowe Państwo". Nie wiadomo, kiedy odbyła się rozmowa. Fragmenty ze spotkania wrzucona na YouTube 8 maja.

Ewa Stankiewicz mówi, że o jej dokumencie "Solidarni 2010" nagranym pod Pałacem Prezydenckim w dniach żałoby nie dyskutuje się merytorycznie, a to co się teraz dzieje to nagonka.

Mówiła o "pięknych ludziach, którzy nie mają nic wspólnego z krwiożerczym tłumem". - To było niezwykłe doświadczenie, widzieć ludzi, którzy wzięli organizację pod Pałacem Prezydenckim w swoje ręce. Jak miasto ją przejęło, to od razu zrobił się chaos - twierdzi reżyserka.

W dokumencie padają mocne słowa i spekulacje, że za katastrofą stoją Rosjanie, a winny jest jej m.in. rząd Platformy Obywatelskiej. Nie ma wypowiedzi tonujących, komentarza, wypowiedzi drugiej strony.

"Płacenie za wypowiedzi to nie moje standardy. Może innych"

- Spodziewałam się ataków, ale nie sądziłam, że przybiorą one taką siłę - powiedziała Stankiewicz. Mówiła o manipulacji i rozprzestrzenianiu kłamstw np. w eksponowaniu jednego z kilkudziesięciu zawodów w nagłówkach.

Stankiewicz odniosła się do publikacji prasowych o tym, że w dokumencie pojawiają się aktorzy znani m.in. z seriali TVP. - W świat poszło, że zostali opłaceni, a to bardzo krzywdzące. Nigdy nie płaciłam, to nie moje standardy, może inne media je mają - mówiła.

"Powiedziałam kilka słów prawdy"

Na spotkaniu pojawiła się Katarzyna Łaniewska, aktorka znana z serialu "Plebania", której wypowiedzi również pojawiły się w "Solidarnych" - Cieszę się, że mogłam powiedzieć kilka słów prawdy. Byłam tam, bo chciałam. Nikt mi nie płacił - mówiła aktorka. - Dlaczego nie ma wypowiedzi drugiej strony w dokumencie? Bo jej pod Pałacem nie było - stwierdziła.

"To ostrzeżenie dla innych"

- To, co spotyka mnie i Janka Pospieszalskiego, to ma być sygnał dla innych: Uważajcie, co robicie jak idziecie swoją drogą - dodała. I dalej: Uważam, że z wolnością słowa w Polsce jest źle. Stoi za tym wątpliwa jakość sądownictwa - mówiła.

Przypomniała proces o zniesławienie głowy państwa przez Janusza Palikota - Nazywanie prezydenta chamem nie jest obraźliwe - mówiła. Jesteśmy za Manilaą, za Ghaną jeśli chodzi o wolność słowa - dodała.

Zło zwycięża tylko wtedy, gdy prawda milczy

Na scenie w trakcie spotkanie pojawia się mała dziewczynka. Wyrecytowała pytanie: Dlaczego musiał zginąć pan prezydent i tyle ważnych osób? - No właśnie, dlaczego musieli zginąć - odpowiedział jej pytaniem na pytanie harcmistrz Harcerstwa RP Michał Kuczmierowski.

- Dzięki wszystkim za świadectwo. Zło zwycięża tylko wtedy, kiedy prawda milczy - mówił z sali młody architekt, który powiedział, że jest winny śmierci Lecha Kaczyńskiego, bo na niego głosował.

Na sali rozległy się gwizdy, gdy prowadząca panel Katarzyna Hejke powiedziała, że na sali jest dziennikarz "Gazety Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM