Jest rondo - Tybetu, ale nie "wolnego"

Klamka zapadła - w stolicy od dziś będzie rondo Tybetu. Po półtora roku sporów, w których głos zabierał między innymi Tadeusz Mazowiecki i sam Dalajlama, radni zdecydowali, że skrzyżowanie Kasprzaka z aleją Jana Pawła II na warszawskiej woli otrzyma nazwę "rondo Tybetu". Ale sporów raczej to nie zakończy, bo zabrakło jednego słowa - "wolnego"

- Ta nazwa nie odzwierciedla idei, która stała za wnioskiem - mówi Piotr Cykowski z fundacji Inna Przestrzeń. - Nie będziemy protestować, ale mamy nadzieję, że będą inne działania na poziomie samorządu wspierające Tybetańczyków.

Dyskusję rozpoczął wniosek radnego Woli Michała Kubiaka z PO - ten odrzucono. Potem wniosek z nazwą "Rondo wolnego Tybetu" składali radni PiS, ten jednak także zniknął. - W bardzo tajemniczych okolicznościach - dziwi się Paweł Terlecki z PiS. - Ale będziemy optowali za przywróceniem słowa "wolnego" do nazwy ronda.

Radni PO twierdzą, że wniosek PiS został przez radę odrzucony, a radni PiS, że do takiego głosowania nie doszło i nie wiadomo co się z ich wnioskiem dzieje.

Przez ostatnie półtora roku trwały spory w tej sprawie, komisja nazewnictwa proponowała nawet ulicę Tybetańską, w końcu zgodziła się na nazwę "rondo Tybetu". Wniosek z taką nazwą przygotowało PO i według radnego Marcina Kierwińskiego jest to sposób by uniknąć konfliktów i jednocześnie uhonorować Tybetańczyków.

Jednak zarówno PiS jak i Lewica zapowiadają, że to nie koniec. PiS zamierza jeszcze raz złożyć wniosek zawierający słowo "wolnego", jak tłumaczy Maciej Maciejowski - jeśli nie uda się go przeforsować w tej kadencji, będą próby w kolejnej.

Wcześniej przeciwko nazwie protestowała ambasada Chin, podobnie jak przeciw przyznaniu Dalajlamie honorowego obywatelstwa stolicy. Wtedy jednak radni się nie wahali i w lipcu zeszłego roku Dalajlama przyjął tytuł. Podczas wykładu na Uniwersytecie Warszawskim mówił potem, że pomysł na "Rondo wolnego Tybetu" to świetny pomysł.

DOSTĘP PREMIUM