Wyjazd archeologów opóźnia się. "Kwestią jest nadanie im statusu"

Opóźnia się wyjazd polskich archeologów na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Powodem są kwestie prawne.

Na początku maja rząd ogłosił, że archeolodzy pojadą na miejsce wypadku, by dokonać dodatkowych badań. Chodzi przede wszystkim o przeszukanie warstw pod powierzchnią ziemi, gdzie mogą znajdować się szczątki samolotu oraz rzeczy osobiste ofiar.

Do tej pory do wyjazdu jednak nie doszło. Organizację wyprawy archeologów od MSZ przejęła prokuratura. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski tłumaczy, że powodem zamieszania jest fakt, że na miejscu wypadku zespół archeologów nie będzie mógł działać samodzielnie.

RMF FM podaje też dziś, że archeolodzy - kiedy w końcu pojadą do Smoleńska - nie będą samodzielnie przeszukiwać terenu katastrofy, a jedynie uczestniczyć w pracy rosyjskich ekip. Inicjatywę rzadu radio nazywa "wielką improwizacją": "Okazuje się więc, że kilka tygodni temu rząd improwizował, zapowiadając, że do Smoleńska już wyjeżdżają ekipy archeologów. Najpierw poinformowano dziennikarzy, potem oficjalnie Rosjan, a następnie zaczęto się zastanawiać, jak to zrobić. Próbowano przez MSZ".

- Kwestią jest nadanie archeologom statusu. Będą oni ekspertami prokuratury. Przybliżamy się do tego, żeby polscy archeolodzy mogli tam być - powiedział dziennikarzom Sikorski.

Dodatkowych oględzin miejsca katastrofy miało dokonać 21 polskich specjalistów. To archeolodzy i geofizycy z Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetów Wrocławskiego, Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W grupie specjalistów mają też znaleźć się geofizycy z Krakowa i Skawiny.

DOSTĘP PREMIUM