Kazana do pilotów: Nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić [CZARNE SKRZYNKI]

Na 15 minut przed katastrofą dowódca załogi samolotu Tu-154 powiadamiał dyrektora protokołu dyplomatycznego z MSZ o tym, że najprawdopodobniej nie będzie możliwe lądowanie na lotnisku w Smoleńsku. - Nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić - mówił kilka minut później Mariusz Kazana.

CZARNE SKRZYNKI - ZOBACZ ZAPIS ROZMÓW >>

Tak wynika ze stenogramów rozmów zarejestrowanych w prezydenckim samolocie.

"Nie damy rady usiąść". "No to mamy problem..."

Kazana jest jedną z osób spoza załogi Tu-154, które pojawiły się w trakcie lotu w kokpicie i których rozmowy zapisały się na taśmie "czarnej skrzynki". Rozmawia z dowódcą załogi na około kwadrans przed katastrofą. Arkadiusz Protasiuk informuje go: - W tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie - mówił. Dalej jego wypowiedź jest niezrozumiała, ale pada pytanie "co będziemy robili?", na które nie uzyskuje odpowiedzi. - Paliwa nam na tak dużo nie starczy do tego - dodawał kapitan Protasiuk.

- No to mamy problem... - tak odpowiadał Mariusz Kazana. Kapitan sugerował, że "może pół godziny powisieć a potem odlecieć na zapasowe". Na pytanie "jakie zapasowe" Protasiuk mówił: - Mińsk lub Witebsk.

Po około czterech minutach rozmów pilotów na inne tematy, w stenogramie pojawia się kolejne zdanie Kazany: - Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić - mówił. Dalej jego wypowiedź jest niezrozumiała.

Kto jeszcze był w kokpicie spoza załogi?

W kokpicie według stenogramów pojawia się także stewardessa, do której piloci zwracają się "Basia". Prawdopodobnie chodzi o Barbarę Maciejczyk. Kolejny rozpoznany głos to generał Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych RP. Zapis jego słów pojawia się na około dwie minuty przed katastrofą. Udało się jedynie rozpoznać jak czyta instrukcję lądowania: "Mechanizacja skrzydeł przeznaczona jest do...". Dalsza część jego wypowiedzi jest niezrozumiała.

- Nie wolno lądować nie czytając instrukcji. Czyta się ją na glos, choć piloci ją doskonale znają. Robi to z reguły drugi pilot lub nawigator. Generał Błasik będąc w kabinie mógł czytać właśnie instrukcję, bo wiedział, że jest obowiązkowa - tłumaczy w rozmowie z TOK FM gen. Gromosław Czempiński.

DOSTĘP PREMIUM