Mgła w Smoleńsku: Makabra będzie, nic nie będzie widać

Jakie informacje o pogodzie w Smoleńsku mieli piloci Tu-154? Według ujawnionego stenogramu na ok. 40 min przed tragedią jeden z członków załogi mówi o warunkach panujących na lotnisku: "To będzie... makabra będzie. Nic nie będzie widać" oraz "Nie, no ziemię widać... coś tam widać... może nie będzie tragedii". O mgle i ograniczonej widoczności pilotów prezydenckiej maszyny informowali także koledzy z Jaka 40.

CZARNE SKRZYNKI - ZOBACZ ZAPIS ROZMÓW >>

- To będzie... makabra będzie. Nic nie będzie widać - takie zdanie ok. godz. 8.04 pada w kabinie pilotów. To wtedy załoga prezydenckiego Tu-154 porusza wątek trudnych warunków pogodowych, jakie tego dnia panowały na lotnisku w Smoleńsku.

Po raz kolejny wątek pogody pojawia się ok. 8.11. Drugi pilot, Robert Grzywna mówi: "Nie, no ziemię widać... Coś tam widać... Może nie będzie tragedii".

O godz. 8.14 wieża kontroli lotów w Smoleńsku przekazała załodze informacje o warunkach panujących na lotnisku. Kontroler w języku angielskim przekazał komunikat mówiący, że nad lotniskiem wisi mgła i widoczność wynosi 400 metrów.

O 10.16 powraca wątek mgły. - A nie wiesz, czy (niezroz.) z pogoda w kraju, co? - mówi drugi pilot. W tej sprawie najprawdopodobniej wymienia uwagi z jednym z członków załogi. Ten wypowiada zdania, których treści nie udało się ustalić. Drugi pilot zastanawia się: "Ale 10-ta i mgła?.

O godz. 8.17 kapitan prezydenckiego samolotu wypowiada znaczące zdanie: "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy" . Nieustalona osoba w kabinie pyta: "A jeśli nie wylądujemy, to co?". - Odejdziemy - odpowiada kapitan Protasiuk.

O godz. 8.24 z kokpitem Tu-154 łączy się pilot Jaka-40, który już wylądował na smoleńskim lotnisku. O tej godzinie kontroler z wieży w Smoleńsku podał załodze komunikat o pogodzie. "PLF 1-2-0-1, na Korsażu mgła, widoczność 400 metrów" - mówi pracownik wieży. Kilka sekund później, na prośbę kapitana, kontroler powtarza ten sam komunikat o widoczności.

O 8.25 słyszymy głos pilota Jaka- 40, który opowiada kolegom z tupolewa o warunkach na docelowym lotnisku. Używa przy tym dosadnych określeń. "No witam Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc to piz..a tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów grubo" - mówi pilot Jaka. Dyskusja z kolegą z Warszawy przeplata się z komunikatami z wieży. - Temperatura plus 2, ciśnienie 7-45, 7-4-5. Warunków do lądowanie nie ma - mówi kontroler. - Dziękujemy, jeśli nie można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody to podejdziemy na drugi krąg - odpowiada kapitan Protasiuk. Drugi pilot zwraca się do załogi Jaka 40: "A wyście lądowali już?" - No, nam się w ostatniej chwili udało wylądować. No natomiast powiem szczerze, że możecie spróbować jak najbardziej. Dwa APM-y są, bramke zrobili, tak że można spróbować, ale...Jeżeli wam się nie uda np. za drugim razem, to proponuję wam lecieć do Moskwy, albo gdzieś - odpowiada pilot Jaka.

Najprawdopodobniej ok. godz. 8.26 w kabinie pilotów pojawia się dyrektor protokołu dyplomatycznego Mariusz Kazana. Wynika to z dialogu, jaki był prowadzony w kokpicie. Oto jego fragment:

Kapitan : Panie dyrektorze, wyszła mgła...

Kapitan : W tej chwili, w obecnych warunkach, które są obecnie nie damy rady usiąść

Kapitan :: Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie.

Kapitan :: Jak się okaże (niezroz.), to co będziemy robili?

Kapitan :: Paliwa nam tak dużo nie wystarczy do tego (niezroz.)

Nieokreślony rozmówca, (najprawdopodobniej Mariusz Kazana) :: No to mamy problem...

Czy zapisy czarnych skrzynek pomogą w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy?

DOSTĘP PREMIUM