Eksperci: Nie wiadomo, jaka była rzeczywista wysokość samolotu [CZARNE SKRZYNKI]

Tupolew za szybko podchodził do lądowania, nie wiadomo też jaka była rzeczywista wysokość samolotu - eksperci lotnictwa analizują zapisy stenogramów czarnej skrzynki prezydenckiego tupolewa specjalnie dla TOK FM. - W końcowej fazie lotu samolot schodził z prędkością około 10m/s czyli w 10 sekund mógł pokonać 100 metrów - wskazuje były szef oddziału szkolenia lotniczego dowództwa Sił Powietrznych pułkownik Piotr Łukaszewicz. - To za szybko - dodaje.

Najostrzej samolot schodził z 200 do 100 metrów nad ziemią, czyli do wysokości minimalnej gdzie trzeba podjąć decyzję o lądowaniu albo ponownym wznoszeniu samolotu - przyznaje pułkownik Tomasz Pietrzak, były dowódca 36. specpułku.

- Zatrzymał się na 100 metrach i lot poziomy na tej wysokości trwał około 7 sekund - wylicza. - Nie wiemy jednak jaka była wtedy rzeczywista wysokość samolotu. - A to dlatego, że nie wiadomo czy prawidłowo ustawione były wysokościomierze barometryczne odzwierciedlające pozycję samolotu, bazując na ciśnieniu na poziomie lotniska albo morza - przekonuje pilot wojskowy Marek Zduńczuk. - Wysokości podawane przez nawigatora i utrzymywane przez pilotów mogły być po prostu nieprawdziwe.

Piloci dodają, że w kabinie feralnego tupolewa nie działo się kompletnie nic, co wskazywało by na nadchodzący dramat. Lot niemal do końca przebiegał normalnie.

W ostatniej fazie lotu nawigator odlicza wysokość niższa o co 10 metrów z każdą sekundą, aż do 20 metrów nad ziemią. Samolot mógł znajdować się wtedy znacznie niżej.

To właśnie dlatego, że błędnie wysokość mogły pokazywały źle ustawione urządzenia. Nie wiadomo czy dane wprowadzono przez błędne informacje z kontroli naziemnej. Kapitan nie poderwał samolotu mimo zaleceń drugiego pilota i komend z wieży kontroli by wyrównać lot do położenia horyzontalnego. Te kwestie wyjaśni komisja i prokuratorzy po analizie zapisów wszystkich urządzeń rejestrujących, bo w ujawnionych stenogramach rozmów, nie ma wszystkich danych.

Jak już wcześniej ujawnili reporterzy TOK FM, zwyczajowo przy lotach z VIPami do kokpitu zaprasza się jednego z gości. Zapisy czarnych skrzynek

wskazują na to, że oprócz generała Andrzeja Błasika, był tak jeszcze ktoś z cywilów. - Osoby trzecie w kabinach to nie jest wyjątek czy jakaś odosobniona sytuacja - zdradza w rozmowie z reporterem TOK FM Marek Zduńczuk, pilot wojskowy. - Przy lotach z dygnitarzami nie zamyka się

kabin, bo załoga czuje się wtedy bezpiecznie, nie ma żadnego zagrożenia ze strony pasażerów - wyjaśnia. - Nie ma takiego obowiązku - dodaje Zduńczuk. - Kabina zwyczajowo jest otwarta, można wchodzić i wychodzić, obserwować lot czy pracę pilotów - twierdzi wojskowy.

DOSTĘP PREMIUM