Wieża: Jak 40 lądował bez zgody. Piloci: Tupolew też nie miał ostatecznej zgody

Załoga Jaka 40, który lądował w Smoleńsku tuż przed prezydencką maszyną, zignorowała komendę przerwania podejścia do lądowania, którą miała otrzymać z wieży. Pilot twierdzi, że jej nie usłyszał. Według polskich pilotów prezydencki Tupolew nie miał ostatecznej zgody na lądowanie w Smoleńsku - dowiedziała się TVN24

O wydaniu komendy przerwania lądowania zeznali przed prokuratorami rosyjscy kontrolerzy - dowiedziała się reporterka TVN24

Gdy samolot znajdował się na kilometr przed pasem, zorientowali się, że go nie widzą. Do tego załoga JAKa nie poprosiła ich o zgodę na lądowanie i nie podawała informacji o swojej wysokości. Wtedy kontroler wydał komendę o odejściu na drugi krąg, ale mimo tej komendy reakcji nie było. Załoga zdecydowała się wylądować. Polski kapitan z kolei zeznał, że nie słyszał komendy.

Z kolei prezydencka maszyna, lądująca niedługo potem, nie miała ostatecznej zgody na lądowanie. Kluczowe było pojawiające się w stenogramach rosyjskie słowo "dodatkowo". - W całym tym stenogramie nie padła komenda, która oznacza zgodę na lądowanie, tu mi tego brakowało - mówi były dowódca eskadry samolotów TU 154 kpt. Stefan Gruszczyk.

DOSTĘP PREMIUM