Biurokracja przeraziła powodzian

PRZEGLĄD PRASY: Wiele osób, które straciły majątki przez powódź, nie zgłasza się po zasiłki. Według "Dziennika Gazety Prawnej" - przyczyną mogą być różne zasady przyznawania tych świadczeń w zależności od regionu kraju.

Jak podaje gazeta - w Sandomierzu wnioski złożył zaledwie co czwarty poszkodowany przez wielką wodę. Tymczasem w Krapkowicach na Opolszczyźnie o pomoc poprosili i dostali ją niemal wszyscy.

"Dziennik" zauważa, że zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Pracy, powodzianie występujący o pomoc muszą wypełnić jednostronicowy kwestionariusz oraz złożyć dwa oświadczenia - o dochodach i stratach wyrządzonych przez powódź.

Wiceminister pracy Jarosław Duda zapewnia, że intencją nie było uzależnienie pomocy od dochodów. Jak czytamy w artykule - zasiłki przyznawane są na podstawie ustawy o pomocy społecznej. Ta zakłada, że o ich wysokości decydują dochody. Pomoc dla powodzian miała być jednak wyjęta z tych rygorów, bo w szczególnych przypadkach pozwala na to ustawa.

Tymczasem w instrukcji MSWiA jest zastrzeżenie, że wysokość pomocy powinna być zróżnicowana. Ponieważ instrukcja nie określa dokładnie, na czym ma polegać to zróżnicowanie - w części województw użyto właśnie kryterium dochodowego.

Ośrodki Pomocy Społecznej przyjmują więc odcinki emerytur, czy druki potwierdzające wysokość pensji.Jednak - jak powiedział "Dziennikowi" zastępca burmistrza Sandomierza - ludzie boją się ujawniać takie dane. Obawiają się bowiem o wysokość pomocy, jaką dostaną po ich ujawnieniu i odpowiedzialności karnoskarbowej, gdyby pomylili się w oświadczeniu.

Więcej w "Dzienniku Gazecie Prawnej"

DOSTĘP PREMIUM