Dzieci powodzian. Są smutniejsze niż inne

Przeżyły traumę, ale nie wszystkie chcą odreagować. Część dzieci z terenów zalanych przez wodę wyjechała na specjalny zorganizowany wypoczynek, połączony z nauką. Ale część została, bo chcą być blisko rodziców.

- Dziecko nie chce opuścić swoich rodziców w potrzebie. Ono nie chce wyjechać, bo wie, że może się stać coś złego w tym czasie, gdy go nie ma - mówi psycholog dr Ireneusz Siudem. Dodaje, że to znany mechanizm psychologiczny i trudno się temu dziwić.

O tym, że część dzieci zostaje świadczą dane z lubelskiego Kuratorium Oświaty. Na specjalne turnusy wyjechało lub lada moment wyjedzie ok. 60 procent uczniów z zalanej gminy Wilków. - Mają tam zorganizowaną naukę. Ale jest to też dla nich wypoczynek. Są gry, zabawy, wycieczki. Uczniami opiekują się ich nauczyciele - mówi kurator Krzysztof Babisz. Dodaje, że dzieci, które wyjadą, będzie w sumie około 300. Przebywają w Puławach (za wyjazd płaci MEN) oraz w Legionowie (koszty w całości pokrywa starosta opolski, który wyszedł z tą inicjatywą). Pozostali mali powodzianie albo zostali wywiezieni do dalszej rodziny, albo są z rodzicami i mieszkają z nimi np. w szkole.

Dla dzieci, które zostały w Wilkowie, zajęcia organizują studenci, ale też młodzież z Akademii Wolontariatu. - Bardzo łatwo odróżnić dzieci powodzian od dzieci, które nie doświadczyły tej traumy. Są po prostu trochę smutniejsze - mówi pedagog Marta Tarnawska, szefowa Akademii Wolontariatu. Dodaje, że organizowane są dla nich m.in. zajęcia ruchowe, plastyczne, sprawnościowe, ale też np. warsztaty z żonglerki czy robienie masek. Na razie wolontariusze jeżdżą tylko w weekendy, ale już myślą o tym, by tę częstotliwość zwiększyć.

Marta Tarnawska przyznaje, że rodzice bardzo chętnie przywożą dzieci na te zajęcia. - Wystarczy jeden telefon, rodzice się skrzykują i momentalnie zjawia się trzydzieścioro dzieci - dodaje. Jak mówi, główny cel zajęć jest jeden: by dzieciaki jak najszybciej zapomniały o tragedii.

DOSTĘP PREMIUM