Żona wiceprezydenta Łodzi: Zostałam pomówiona

- Czuję się fałszywie pomówiona. Być może mój były szef chce sobie zmniejszyć w ten sposób wymiar kary - mówi w wywiadzie dla ?Gazety Wyborczej? Małgorzata Espinosa-Jońska, żona wiceprezydenta Łodzi, której prokuratura zarzuca poświadczenie nieprawdy i przyjęcie czterech koszy wędlin wartości 600 zł.

Zdaniem Espinosy-Jońskiej, zarzuty są absurdalne. Zapewnia, że nie przyjęła żadnej korzyści majątkowej w zamian za pozytywną ocenę inwestycji. - Nie przyjęłam i nawet nie mam pojęcia, za co mogłabym je przyjąć - tłumaczy. Jej zdaniem, to jej były szef - jeden z głównych oskarżonych w związku z aferą w ARMiR, próbuje zmniejszyć swój wymiar kary jej kosztem.

Zapewnia, że jeździła na wizytację i sprawdzała, jak dana inwestycja - realizowana za pieniądze unijne - jest wykonana. - Nigdy w pracy nikt nie miał do mnie żadnych zarzutów, a sprawdziłam ok. 150 beneficjentów, w tym kilkunastu w gminie Sokolniki. I tam właśnie zdarzyło się, że nie przyjęłam jednej inwestycji - mówi.

Afera w ARMiR

Małgorzata Espinosa-Jońska została zatrzymana pod koniec maja w związku z aferą w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Sprawa ciągnie się od 2005 r. W śledztwie dotyczącym korupcji i wyłudzania funduszy unijnych główni podejrzani to: Krzysztof R. (wójt Sokolnik), sekretarz gminy Jolanta U. i Jacek B. (były dyrektor łódzkiej ARiMR, a wcześniej wicewojewoda sieradzki). Małgorzata Espinosa-Jońska w latach 2005-2006 wizytowała inwestycje zrealizowane za pieniądze przyznawane przez agencję.

Na przesłuchanie bez telefonu

Żona wiceprezydent Łodzi żali się także, że o świcie do jej mieszkania wkroczyło CBA i przewieziono ją na przesłuchanie do innego miasta, nie pozwalając zabrać ze sobą choćby telefonu komórkowego. - Cały czas nie mogę zrozumieć, dlaczego CBA podjęło tak drastyczne środki? Po co przychodzili po mnie o świcie? Gdyby przysłali do mnie wezwanie, stawiłabym się - zapewnia Jońska.

Cały wywiad czytaj na stronach łódzkiej "Gazety Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM