"Afera sopocka" - śledztwo potrwa do końca czerwca

Do końca miesiąca prokuratura podejmie decyzje ws. "afery sopockiej" - ustalił reporter TOK FM. Jeżeli śledczy uznają, że zebrali dostatecznie mocny materiał - sprawa trafi do sądu. Prezydent Sopotu oczekuje, że sprawa zostanie umorzona. - Akcja była skierowana nie tylko przeciwko mnie, ale także przeciw innym politykom PO - mówi.

Zdaniem prezydenta Jacka Karnowskiego afera to wynik specjalnej akcji CBA o kryptonimie "Mewa". - Ta akcja była skierowana nie tylko przeciwko mnie, ale także przeciw innym politykom Platformy. Świadczy o tym "wyjście na nagranie" przez Sławomira Julke premiera, po to by Zbigniew Ziobro mógł potem zawiadomić prokuraturę o tej sprawie - mówi prezydent Sopotu.

Przypomnijmy, w 2008 roku trójmiejski biznesmen Sławomir Julke zeznał, że Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Rozmowę z samorządowcem nagrał dyktafonem. - Widziałem w aktach, że nie ma ani nośnika, ani oryginalnego nagrania. Inne nagrania, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, też są nieautentyczne. Według mnie ta sprawa powinna być umorzona - mówi Karnowski.

Gdański sąd zdecydował dwa dni temu o zwrocie Karnowskiemu 35 tysięcy złotych kaucji. W maju prokuratura umorzyła dwa zarzuty związane z zakupem przez niego samochodu i remontem domu. Na prezydencie ciąży jednak nadal sześć zarzutów, w tym te najcięższe, korupcyjne.

DOSTĘP PREMIUM