Deportacja z Kartą Polaka? "To byłby precedens"

PRZEGLĄD PRASY. Adrei Kozel czeka w areszcie ekstradycyjnym na decyzję polskiego sądu o jego deportacji. Uciekł z Białorusi, bo jak twierdzą jego przyjaciele, został skazany na podstawie wymuszonych zeznań.

Kozel pracował jako celnik na białorusko-litewskim przejściu granicznym. Został oskarżony o łapówkarstwo siedem lat temu, gdy tamtejsza milicja zatrzymała Litwina, który zeznał, że wręczał łapówki celnikom - 20 dolarów za każdy przepuszczony na Białoruś samochód. Oszczędzał dzięki temu na cle.

Białoruska milicja uznała, że brali wszyscy celnicy, którzy kiedykolwiek postawili pieczątkę w dokumentach Litwina i oskarżyła ich o narażanie państwa na straty. W grupie celników znalazł się Kozel.

Litwin, po zwolnieniu, odwołał swoje oskarżenia, twierdząc, że zostały wymuszone biciem. Sąd jednak uznał tylko pierwsze zeznania przemytnika. Na ich podstawie skazał Kozela na siedem lat w kolonii karnej o podwyższonym rygorze.

Bezprecedensowy wyrok?

Kozel wyjechał z Białorusi. Przebywał w Rosji, a następnie na Litwie. Tam wystąpił o azyl polityczny, jednak departament migracji go nie przyznał. W międzyczasie celnik dostał Kartę Polaka, o którą mógł się ubiegać ze względu na pochodzenie matki. Do Polski przyjechał w marcu.

Kozel wystąpił o kartę stałego pobytu, a po pewnym czasie został wezwany na komendę policji w Warszawie i... został zatrzymany. Okazało się, że od stycznia Białoruś ścigała go listem gończym.

Teraz sąd zastanawia się nad wydaniem celnika stronie białoruskiej. - Precedensem byłoby wydalenie człowieka z Kartą Polaka, i to takiego, który zadarł z mafią - komentuje Marek Bućko, były zastępca polskiego ambasadora w Mińsku, dziś szef Fundacji Wolność i Demokracja.

DOSTĘP PREMIUM