Uważajmy na targowiskach na żywność po powodzi

Czy na nasze targowiska nie trafia żywność z terenów powodziowych? Konserwy, nabiał czy dżemy z zalanych sklepów mogą być niebezpieczne, podobnie jak jajka czy owoce. Istnieje ryzyko, że takie produkty będą się na straganach pojawiać, choć na razie, oficjalnie podobnych przypadków przynajmniej na Lubelszczyźnie nie było.

Reporterka TOK FM odwiedziła jedno z lubelskich targowisk, przy ul. Filaretów. Na pytanie, czy nie ma ryzyka, że jabłka czy pomidory pochodzą z terenów zalanych sprzedawcy odpowiadają, że absolutnie nie. - Nie ma o tym mowy. To jabłka z zeszłego roku, od naszych okolicznych rolników - mówi jeden z handlujących. Przyznaje, że czasami klienci pytają, skąd pochodzą sprzedawane na stoisku warzywa czy owoce. - Odpowiadam, że spod Lubartowa czy spod Kraśnika, zgodnie z prawdą - mówi.

Do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Lublinie nie dotarły żadne oficjalne sygnały o próbie sprzedaży artykułów z terenów powodziowych. Nieoficjalnie od jednego z inspektorów usłyszeliśmy jednak, że takie niepotwierdzone informacje się zdarzają. Sanepid wystosował pismo do stacji powiatowych, by kontrolowały targowiska m.in. pod tym właśnie kątem.

Powiatowy sanepid z Opola Lubelskiego (na terenie tego powiatu leży zalana gmina Wilków) był już na lokalnym targowisku. - Nie stwierdziliśmy artykułów z terenów zalanych - mówi Andrzej Nieciecki, szef powiatowego sanepidu z Opola Lubelskiego. Zgodnie z decyzją sanepidu, żywność ze sklepów, które znalazły się pod wodą powinna być wrzucana do specjalnych kontenerów. Z kolei jabłka z dużego zakładu produkcyjnego z miejscowości Zagłoba mają zostać zutylizowane przez specjalistyczną firmę. - Chodzi o ponad 700 ton jabłek oraz 13 ton truskawek - informuje kierownik działu żywienia z Opola, Elżbieta Sempoch. Zakład będzie mógł wznowić produkcję dopiero gdy dostarczy zaświadczenie, że owoce zostały zniszczone.

Na terenie gminy Wilków swojej działalności nie wznowiły nie tylko zakłady produkcyjne czy chłodnie, ale też sklepy. W miejscowości Wilków pozwolenia na otwarcie nie dostał z sanepidu żaden sklep. Na razie trwa w nich wielkie sprzątanie. Jeśli któryś zostanie w najbliższym czasie otwarty, to dostanie zgodę tylko na sprzedaż produktów paczkowanych, w tym zapakowanego chleba. - Nie działa wodociąg, nie ma wody, więc nie możemy zezwolić na sprzedaż produktów np. na wagę - mówi Elżbieta Sempoch. Dodaje, że na terenie całej gminy Wilków kilka sklepów działa, ale są to placówki, które nie były zalane (np. w Żmijowiskach, Kępie Choteckiej czy w Dobrem).

Dr Piotr Pietura z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Lublinie podkreśla, że jako konsumenci też sami powinniśmy być czujni i patrzeć na to co kupujemy. Jeśli ktoś będzie próbował nam wcisnąć konserwę czy słoik z zalanego sklepu jesteśmy w stanie to wychwycić. - Bo ewidentnie będzie uszkodzone opakowanie, rozmyta bądź nawet całkowicie usunięta etykieta - mówi Pietura. Dodaje, że konserwy, a nawet żywność ze słoików z terenów zalanych może być dla człowieka niebezpieczna. - Bo mogło dojść do rozszczelnienia opakowań - podkreśla.

DOSTĘP PREMIUM