Celnicy z Dorohuska ''brali w łapę'', bo taki był zwyczaj

Prokuratura Apelacyjna w Lublinie oskarża 51 celników z Dorohuska i Chełma o przyjmowanie łapówek. Przestępczy proceder trwał od 1997 r. do 2007 roku.

Celnicy brali pieniądze od podróżnych za przyspieszanie odpraw i za przymykanie oka np. na przemycane papierosy czy alkohol. - To nie były jednak sprawy związane z uczestniczeniem przez funkcjonariuszy celnych w dużej kontrabandzie, ale raczej drobne kwoty - mówi prokurator Andrzej Jeżyński z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. Proceder trwał długo, więc sumy, jakie przyjęli poszczególni celnicy nie są małe. Wahają się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Niektóre osoby przekraczające granicę płaciły za każdym razem. - Co wjazd na przejście graniczne była wręczana jakaś tam drobna kwota - mówi Jeżyński.

Przez pewien czas na przejściu w Dorohusku działała "spółdzielnia". Celnicy brali pieniądze od podróżnych, wrzucali je do wspólnej "kasy" i po kilku tygodniach dzielili się dorobkiem. - To nie pierwszy przypadek takiej spółdzielni. W innych naszych sprawach ten mechanizm juz sie pojawiał - mówią śledczy. Celnicy z przyjmowania łapówek uczynili sobie stałe źródło dochodów.

Siedmiu z 51 oskarżonych chce się dobrowolnie poddać karze. Zaproponowali dla siebie kary więzienia od roku do półtora roku więzienia w zawieszeniu i grzywny. Mają też zwrócić równowartość osiągniętych korzyści majątkowych, w wysokości odpowiadającej kwotom, które są zawarte w zarzutach dla poszczególnych osób. Pozostali funkcjonariusze będą mieć normalny proces.

DOSTĘP PREMIUM