Polscy dziennikarze na czarnej liście Chin

Dwoje dziennikarzy piszących o Chinach - Maria Kruczkowska z Gazety Wyborczej i Konrad Godlewski, niezależny dziennikarz - znaleźli się na czarnej liście chińskich władz. Obojgu odmówiono wiz, a całą sprawę opisał International Press Institute, prestiżowa organizacja broniąca wolności słowa.

Wszystko w czasie, kiedy w Szanghaju trwa światowa wystawa Expo 2010, a Polska stara się o chińskie inwestycje. - Jest takie chińskie przysłowie: "zabić kurczaka, żeby wystraszyć małpę" - to my mamy być tymi kurczakami - mówił w programie Nisza w TOK FM Konrad Godlewski.

Maria Kruczkowska starała się od stycznia o akredytację właśnie na Expo. Otrzymała nawet zaproszenie ze strony chińskiego MSZ. Po zgłoszeniu się do konsulatu i wniesieniu opłat urzędowych okazało się, że dziennikarce Gazety Wyborczej odmówiono wizy, ponieważ znajduje się na czarnej liście władz chińskich.

Konrad Godlewski starał się o wyjazd na warsztaty dziennikarskie organizowane przez Fundację China-Europe Forum. Z pomocą organizatorów złożył wniosek o wizę. Kiedy 30 czerwca pojawił się w chińskim konsulacie, poinformowano go, że nie otrzymał wizy z przyczyn "technicznych". Jak się później okazało, on także znalazł się na czarnej liście. Za dziennikarzami ujęła się organizacja International Press Institute i opisała całą sprawę .

Listę przygotowuje Pekin

Dziennikarze nie dowiedzieli się, co mogło być powodem umieszczenia ich na chińskiej czarnej liście. - Mogę się tylko domyślać - mówił w TOK FM Godlewski - Ostatnio przetłumaczyłem wywiad, którego Dalajlama udzielił chińskim internautom bez udziału władz. Moje tłumaczenie ukazało się w Gazecie Wyborczej - mówi.

Od decyzji władz chińskich nie ma procedury odwoławczej. Kto dokładnie tworzy listę dziennikarzy niechcianych w Chinach? Tego nie wiadomo. - Chiny to kraj, który rozlegle stosuje zasadę tajemnicy państwowej oraz hierarchii a nie równości stron - mówiła w programie Nisza w Radiu TOK FM Maria Kruczkowska - Kiedy Polska Agencja Inwestycji Zagranicznych (organizator Sekcji Polskiej Wystawy Światowej EXPO 2010 w Szanghaju - red.) wystąpiła w mojej sprawie do Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej w mojej sprawie nie otrzymała nawet potwierdzenia, czy list dotarł. Ten kraj po prostu taki jest.

Chiński test dla polskich mediów

Zdaniem dziennikarki Gazety Wyborczej cała sytuacja to początek wyznaczania statusu Polski. - Ludzie w Polsce, którzy promują interesy z Chinami mogą w przyszłości naciskać na media, aby nie przeszkadzały w realizowaniu chińskich inwestycji w naszym kraju - mówiła Kruczkowska.

Ważny jest także czas. Chiny organizując Expo, chce się pokazać jako kraj, z którym warto robić interesy, który szanuje inne wartości i odmienności. Starają się także kontrolować swój wizerunek w mediach. Inwestują ogromne środki w te działania, także w Polsce. Największą zagraniczną instytucją medialną przygotowującą serwis po polsku jest Chińskiej Radio Międzynarodowe, które zatrudnia kilkunastu dziennikarzy po studiach polonistycznych. To wszystko ma pokazać nowoczesną, cywilizowaną twarz Chin.

- Ta odmowa ma sprawić, że to my zaczniemy się zastanawiać, co takiego napisaliśmy, że nie otrzymaliśmy wiz. Na pewno nie zacznę stosować autocenzury, bo wtedy znajdziemy się w Chinach - mówiła Maria Kruczkowska - Nasza sprawa wykracza poza nasze prywatne interesy. To jest rodzaj testu, czy ten fakt przejdzie bez echa w polskich mediach.

DOSTĘP PREMIUM