16 lat po spowodowaniu śmiertelnego wypadku sprawca chce 4 lat więzienia

Andrzej P., pijany sprawca śmiertelnego wypadku w Ustce w 1994 roku, w którym zginęły dwie 17-letnie dziewczyny, przed wymiarem sprawiedliwości ukrywał się 16 lat. Po ekstradycji ze Stanów Zjednoczonych do Polski, przebywa w słupskim areszcie. Teraz oskarżony chce dla siebie 4 lat więzienia.

Do wypadku doszło latem 1994 roku. Dwie przebywające na wakacjach17-letnie mieszkanki Garwolina na Mazowszu - Elżbieta K. oraz Iwona O. - wybrały się na dyskotekę do Ustki. Jechały ze swoimi braćmi i dwudziestoletnim wówczas Andrzejem P - wczasowiczem z Wołomina, który przebywał w tym samym pensjonacie.

- Podczas imprezy, Andrzej P. pił alkohol. W drodze powrotnej (w aucie było 5 osób - dop. red.) zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Jedna z dziewczyn zginęła na miejscu, druga w drodze do szpitala, do którego przewieziono również Andrzeja P. Miał 1,23 promila alkoholu w organizmie - relacjonuje nam prokurator Jacek Korycki z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Andrzej P. uciekł ze szpitala zanim postawiono mu zarzut spowodowania wypadku. Rozesłano najpierw listy gończe, później Europejski Nakaz Aresztowania. Interpol wytropił go w Chicago, gdzie mieszkał z siostrą i matką. Został aresztowany przez policje federalną pod koniec 2009 roku. Po ekstradycji do Polski sprawę odwieszono, a Andrzeja P. osadzono w areszcie w Słupsku.

36-letni dziś Andrzej P. chce dla siebie 4 lat więzienia. Przyznaje się do winy.

- Prokuratura Rejonowa zgodziła się na to. Myślę, że prokurator prowadzący sprawę żądałby podobnej kary, bo z doświadczenia wiem, że one w tych granicach oscylują. Wniosek razem z aktem oskarżenia został już do sądu wysłany - mówi prokurator Jacek Korycki.

16 lat po zdarzeniu Andrzej P.odpowie tylko za spowodowanie wypadku po pijanemu, według obowiązujących wówczas przepisów kodeksu karnego.

- Za to groziło wtedy od roku do dziesięciu lat więzienia. Dzisiaj to 12 lat. - mówi prokurator. - Podkreślam, że Andrzej P. nie odpowie za jazdę po pijanemu, bo w 1994 nie było to przestępstwem - dodaje Korycki. - I jeszcze jedno, nie możemy też postawić mu zarzutu w związku z ucieczką ze szpitala, bo nie miał postawionych wówczas zarzutów.

Sąd Rejonowy w Słupsku przedłużył oskarżonemu tymczasowy areszt do 14 października. Jeśli sąd przychyli się do wniosku Andrzeja P., rozprawy nie będzie, a sprawca wypadku rozpocznie odsiadkę.

- W tym przypadku nie ma mowy o zawieszeniu kary, ani o przedawnieniu - podsumowuje prokurator - bo 10-letni okres przedawnienia rusza w momencie, gdy jest postawiony zarzut. W tym przypadku to 2009 rok, gdy Andrzeja P. aresztowano.

DOSTĘP PREMIUM