Eksperci o nowych informacjach ws. Tu-154: Schodzili praktycznie w mleku

Dlaczego obecny w kabinie dowódca sił powietrznych nie powstrzymał pilotów Tu-154 przed schodzeniem poniżej zalecanej przez wieżę wysokości? Czy informacja o pogodzie na lotnisku Siewiernyj jest korzystna dla strony rosyjskiej? W TVP Info eksperci komentowali nowe ustalenia Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego.

Wnioski z raportu MAK: W momencie katastrofy nie było warunków do lądowania. "Wylot samolotu z Warszawy nastąpił bez znajomości prognozy i stanu faktycznego pogody na lotnisku docelowym" - czytamy w nowej informacji ws. katastrofy.

"Wielki znak zapytania"

Wojciech Łuczak, wydawca branżowego pisma "Raport", w TVP Info skupiał się na błędach, które mogły być po polskiej stronie: - Nie wolno było w tych warunkach pogodowych (lądować - red.). Załoga schodziła w dół praktycznie w mleku. Jeśli mamy wyraźnie powiedziane, że jak załoga nie widzi na stu metrach (wysokości - red.) pasa, odchodzi w górę. Jeśli był tam dowódca sił powietrznych, to jego świętym obowiązkiem było zwrócenie uwagi załodze, że łamie przepisy. Należało za wszelką cenę przerwać operację zniżania. Wielki znak zapytania: dlaczego tak się stało, mimo obecności najwyższej rangi dowódcy? - zastanawiał się Łuczak.

"Raport dobry dla strony rosyjskiej"

Czy zatem wina leżała po stronie polskiej? Ryszard Jaxa Małachowski (b wiceprezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego ds. technicznych) w TVP Info zwracał uwagę, że "raport jest dobry dla strony rosyjskiej". - Paru elementów chyba nie uwzględniono - mówił Małachowski. Jego zdaniem Polska powinna wykazać teraz więcej aktywności w śledztwie. - Nadal niewiele wiemy - i raport niewiele mówi - jak wyglądało naprawdę prowadzenie samolotu z ziemi - podkreślał. Specjalista ds. lotnictwa ostrzegał przed wyciąganiem pochopnych wniosków. Jego zdaniem może być nawet kilkanaście przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem.

"Ktoś powinien za to odpowiedzieć"

Jednak Łuczak uważa, że nie należy zwlekać z wyciąganiem wniosków z katastrofy. Także personalnych. - Bardzo wiele sobie zawdzięczamy negatywnych rzeczy. Tak kardynalny błąd jak brak pobrania aktualnej prognozy pogody i brak sprawdzenia kolejnych prognoz na miejscu lądowania... To jest dyskwalifikujące - komentował raport MAK. - Ktoś powinien za to odpowiedzieć - oceniał.

Łuczak przypomniał, że według raportu, trzy dni przed katastrofą (7 kwietnia, w locie z premierem) załoga również, w należyty sposób nie zapoznała się z warunkami panującymi na lotnisku. - To obala te teorie spiskowe, że ktoś z kimś zorganizował katastrofę na lotnisku - podkreślał w TVP Info.

Ta misja była zaniedbana?

Łuczak mówił, że lot Tu-154 był fatalnie przygotowany przez siły powietrzne: - Tego typu misja powinna mieć swojego szefa, który powinien to rozpoznać nie dzień, czy dwa przed ale nawet dwa tygodnie wcześniej. To wszystko było nierozpoznane. Brakowało planu A, B i C. Był tylko jeden plan, by doprowadzić misję do końca - komentował wydawca "Raport". - To efekt wielomiesięcznych zaniedbań. Ktoś w siłach powietrznych powinien za to odpowiedzieć - mówił ekspert.

"Prędkość wiatru 2 m/s, widoczność 300-500 m, mgła"

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) w Moskwie, który bada okoliczności katastrofy Tu-154 M, napisał w informacji opublikowanej na swojej stronie internetowej, że samolot wyleciał z Warszawy bez prognozy i informacji o stanie faktycznym pogody na lotnisku docelowym. Według MAK, o godz. 10.41 warunki atmosferyczne były następujące: "wiatr przy gruncie 110-130 stopni, prędkość wiatru 2 m/s, widoczność 300-500 m, mgła, zachmurzenie 10 stopni warstwowe, dolna granica 40-50 m, temperatura: plus 1 - plus 2 stopnie C".

- Warunki atmosferyczne na lotnisku w Smoleńsku (Siewiernyj) nie spełniały wymogów lądowania, o czym załoga była niejednokrotnie uprzedzana przez organy kierowania ruchem powietrznym oraz polską załogę samolotu Jak-40, lądującą na lotnisku w Smoleńsku (Siwiernyj) wcześniej - czytamy.

Jednocześnie MAK pisze, że "wylot samolotu z Warszawy nastąpił bez znajomości prognozy i stanu faktycznego pogody na lotnisku docelowym". "Wspomnianych dokumentów załoga nie otrzymała" - napisano w informacji MAK. Jak pisze komisja, "niedociągnięcia polegające na braku danych meteorologicznych na lotnisku docelowym występowały także przy lotach z Warszawy 07.04.2010". Tego dnia do Smoleńska leciał premier Donald Tusk.

Bez komentarza

- Siły Powietrzne - jak powiedział we wtorek PAP ich rzecznik ppłk Robert Kupracz - wstrzymują się z komentarzami ws. katastrofy, do czasu zbadania wszystkich jej okoliczności.

DOSTĘP PREMIUM