Prezes TVP: Cokolwiek bym nie zrobił i tak będę "czarnym pisiorem"

PRZEGLĄD PRASY. - Abstrahując od poglądów prezesa Farfała, uczciwie powiem, że gdyby nie jego działania, to na początku roku mielibyśmy dziurę budżetową rzędu 400, a nie 200 mln zł - mówi w wywiadzie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Romuald Orzeł, prezes TVP.

- Cokolwiek bym teraz zrobił, leżał krzyżem czy przywiózł do TVP 25 mld złotych, to i tak będę miał przyprawioną gębę - cytując polityków Platformy - czarnego pisiora - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Romuald Orzeł, prezes TVP. Spółka po raz pierwszy od ponad roku jest na plusie - w kasie TVP pod koniec maja było 4 mln złotych. - Niewiele, ale jeszcze pod koniec 2009r. mowa była o deficycie wysokości 205,6 mln zł, a telewizji publicznej groziła upadłość - mówi Orzeł.

Wzięliśmy finanse za łeb

- Wcześniej pieniądze odpływały z telewizyjnego budżetu szerokim strumieniem. Proces restrukturyzacji, który zaczęliśmy, ukrócił to zjawisko, uruchomiliśmy szereg działań oszczędnościowych - mówi prezes TVP. Jako sukcesy Telewizji Polskiej wymienia zysk po mundialu i igrzyskach w Vancouver. - Po raz pierwszy udało się TVP na takich dużych i bardzo kosztownych imprezach nic nie stracić, ale zyskać - twierdzi Orzeł.

Jako swój cel prezes Orzeł wymienia zmianę wizerunku TVP. - Od początku mówiono o jej braku wiarygodności, o pustkach w kasie. To nie pomagało walczyć o pozycję TVP na rynku - mówi prezes TVP. - Teraz chcemy pokazać, że jest OK, że telewizja ma pieniądze i potencjał. A jeśli sprowadzi się ją na racjonalne tory, to wciąż może być istotnym graczem na rynku - podsumował Orzeł.

Cała rozmowa w dzisiejszym "Dzienniku Gazecie Prawnej".

DOSTĘP PREMIUM