"Pamięć nie zniknie wraz z krzyżem. Spokój nie wróci" - wieszczy Terlikowski

Przeniesienie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego nie zakończy sporów. Bo zdaniem Tomasza Terlikowskiego nie o krzyż w całej sprawie chodzi. - Celem jest jak najszybsza amnezja. Jak najszybsze zapomnienie o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia - ocenił publicysta. Optymistą jest ks. Kazimierz Sowa. - Jesteśmy na dobrej drodze, żeby obniżyć napięcie, które towarzyszy sprawie - mówił w programie Ewy Wanat, "Subiektyw".

Krzyż, który harcerze postawili przed Pałacem Prezydenckim trafi do pobliskiego kościoła św. Anny. Ale porozumienia zawartego między warszawską kurią, harcerzami i Kancelarią Prezydenta nie uznają "obrońcy krzyża". Przeczytaj: "Damy się pozabijać, a nie odejdziemy od krzyża"

Przeniesienie krzyża - zdaniem Tomasza Terlikowskiego - nie ostudzi emocji. - Bo to nie krzyż jest przedmiotem sporu. Przedmiotem podziału jest pamięć. Już dzień po tym jak prezydent Komorowski opowiadał dyrdymały na temat pojednania, zapowiedział, że krzyż ma zginąć. Nie chodziło o krzyż - chodziło o pamięć o Smoleńsku, o jego poprzedniku - mówił nie kryjąc emocji publicysta. Według Terlikowskiego cała wina leży po stronie Platformy Obywatelskiej. - Decyzje i wypowiedzi polityków Platformy pokazują, że ich celem jest jak najszybsza amnezja, zapomnienie o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia. Tylko jednym z elementów było usuniecie krzyża - stwierdził gość programu Ewy Wanat "Subiektyw".

- Pamięć nie zniknie wraz z krzyżem. Ludzie nadal będą się tam zbierać, zadawać pytania. Spokój tam nie wróci - dodał redaktor portalu fronda.pl.

Posłuchaj gorącej rozmowy w programie "Subiektyw">>

"Zawsze polityka krzyżowi szkodzi"

Zupełnie inaczej spór o krzyż widzi ks. Kazimierz Sowa z kanału telewizyjnego Religia TV. - To nie pan Komorowski i politycy PO jako pierwsi wywołali temat. To było wieczorem w dniu, kiedy ogłoszono wyniki II tury wyborów. Te słowa padły z ust kogoś innego. Nie były to słowa o krzyżu, ale ich konsekwencją było upolitycznienie tego, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu - mówił ks. Sowa, choć nazwiska Jarosława Kaczyńskiego nie wymienił.

"Z ich męczeńskiej śmierci wyrósł ten ruch..." - przemówienie J. Kaczyńskiego>>

Ks. Kazimierz Sowa mówił (przepraszając za to określenie), że krzyż stał się "czymś w rodzaju gorącego kartoflem, który sobie przerzucano". - I wpadł w ręce, które mają na sobie kolory polityczne, środowisk mniej lub bardziej związanych z PiS. Z tych środowisk wywodzą się obrońcy krzyża - ocenił szef Religii TV. - Zawsze polityka krzyżowi szkodzi. A polityka jest nieodłącznie związana z tym wydarzeniem - dodał.

Jak więc zdaniem ks. Sowy rozwinie się sytuacja? - Jestem prawie przekonany, że nie dojdzie do spektakularnych akcji. Ale obrońcy krzyża nadal będą wyrażać głośno swoją dezaprobatę, tworzyć koncepcje i teorie, że wszystko jest ukartowane - przewiduje.

"Kiedy Kancelaria Prezydenta postanowi usunąć ludzi?"

Tomasz Terlikowski niepokoi się o tych, którzy bronią krzyża. - Zastanawiam się, kiedy Kancelaria Prezydenta postanowi usunąć ludzi, którzy będą tam przychodzić. Po tym, co widzimy to jest coraz bardziej prawdopodobne - stwierdził publicysta. - Chodzi o to, żeby tam nie było ludzi. Nie było pamięci i nie było upamiętnienia katastrofy - taki jest cel - dodał. I pytał. - Jeżeli ci ludzie będą tam przychodzili, to czy policja powinna ich wyrzucić?

Psycholog o obrońcach krzyża - czytaj>>

- Jeśli ktoś przyjdzie tego czy innego dnia, będzie chciał popatrzeć na to miejsce. Ma do tego prawo. Polska to jest wolny kraj - ripostował ks. Sowa. Zdaniem Terlikowskiego - "jeśli tam będzie tablica, jeśli ludzie którzy będą tam przychodzić nie będą szykanowali, to wtedy będziemy mogli mówić o wygaszaniu konfliktu". - Ale ja obawiam się, że może być inaczej. I znowu będzie tak, że politycy Platformy wydadzą polecenia a politycy PiS będą odpowiedzialni, bo chcą pamiętać o ofiarach katastrofy - powiedział Terlikowski.

DOSTĘP PREMIUM