Turyści i rozrywka kontra marzący o ciszy mieszkańcy

W latach 60.-70. XX wieku w centrum Krakowa mieszkało 50 tys. ludzi. Dziś zaledwie 5 tys. Mieszkańcy uciekli, bo narzekają, że w zdominowanym przez turystów i puby centrum nie da się spokojnie żyć. Obaw przed wyludnieniem starówki nie mają władze Gdańska. Chcą żeby w dużych miastach wprowadzono "strefy rozrywki", w których nie obowiązywałaby cisza nocna. - Chodzi o to, żeby miasto było atrakcyjne dla mieszkańców i turystów - zapewniają.

Tłumacząc skąd pomysł na "strefy rozrywki", wiceprezydent Gdańska zapewnia, że nie chodzi o pieniądze. - Chodzi o to, żeby miasto było atrakcyjne dla mieszkańców i turystów. Nikt nie chciałby żyć w nudnym mieście - mówił Maciej Lisicki. Według gościa Komentarzy Radia TOK FM nudne miasto, to takie "gdzie nie ma rozrywki, lokali gastronomicznych, w godzinach wieczornych ulice świecą pustkami, a mieszkańcy uciekają gdzieś indziej".

Pomysł "stref rozrywki" nie jest nowy, od lat funkcjonuje na przykład w wielu miejscach na zachodzie Europy. Ale władze Gdańska chcą, żeby to, co zwyczajowe było regulowane przez prawo.

Maciej Lisicki zwrócił uwagę, że w Polsce nie ma przepisów dotyczących... ciszy nocnej. - Tak naprawdę nie mamy definicji ciszy nocnej. Zwykło się mówić, że obowiązuje od 22 do 6, ale te godziny są wzięte z kodeksu karnego. Tam jest mowa o "porze nocnej", kiedy np. nie można dokonać przeszukania w domu. Nie ma natomiast przepisu o ciszy nocnej - mówił.

Turyści wyparli mieszkańców

Stawianie na turystów niekoniecznie wyszło na dobre Krakowowi. - W centrum miasta w latach 60.-70. mieszkało 50 tys. ludzi - teraz 5 tys. Za to jest bardzo wiele pubów. Kraków jest przykładem miasta, które sobie nie poradziło z turystycznym życiem nocnym - ocenił w Komentarzach Radia TOK FM Wojciech Pelowski, krakowski dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Mieszkańcy uciekają z centrum Krakowa. Przeczytaj

Jego zdaniem problemem jest, między innymi, "mała wola służb do egzekwowania przepisów". - W przypadku osób, które załatwiają potrzeby fizjologiczne na ulicach, czy bójek powinny być podejmowane interwencje straży miejskiej i policji. Tego nie można tak zostawić, wzruszyć ramionami i powiedzieć: cóż to centrum miasta - mówił.

"Nie obawiam się wyludnienia"

O reakcję mieszkańców Gdańska na wprowadzenie "strefy rozrywki" (bez szans na ciszę nocną) nie martwi się Maciej Lisicki. - Chcemy żeby mieszkańcy mieszkali w tej strefie i równocześnie zaakceptowali fakt, że wiąże się to z pewnymi uciążliwościami. Ale także z pewnymi przywilejami. Najdroższe nieruchomości w Gdańsku są właśnie tam, gdzie nie da się podobno żyć - stwierdził wiceprezydent miasta.

W centrum Warszawy ogródki restauracyjne czy cisza nocna? "Mamo, pomóż"

Lisicki wierzy, że interesy mieszkańców i przedsiębiorców da się pogodzić. - Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że są przepisy, które mogą im utrudniać życie - np. odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu, w przypadku naruszenia porządku publicznego. Nie obawiam się wyludnienia. Mamy bardzo dobre przykłady takiej koegzystencji na przykład ul. Monte Cassino w Sopocie. Ulica jest zamieszkała przez mieszkańców, a głosy niechętne są nieliczne - argumentował.

A co z mieszkańcami, którym nocne życie nie w smak? - Alternatywą jest to, że można się wyprowadzić ze strefy do typowej sypialni poza miastem - szczerze przyznał wiceprezydent Gdańska.

DOSTĘP PREMIUM