Osiem milionów strat po pożarze szpitala w Lublinie

Co najmniej 8 milionów złotych - tyle wynoszą straty po poniedziałkowym pożarze w lubelskiej Klinice Dermatologii. Spłonął jeden z budynków,w którym po remoncie miała być przyszpitalna przychodnia. Najprawdopodobniej winni byli prowadzący remont robotnicy.

Kliknij i zobacz galerię zdjęć z pożaru

Pogorzelisko wygląda strasznie: budynek nie dość, że jest spalony to jeszcze częściowo rozbity przez strażaków, którzy bronili w ten sposób innych pomieszczeń kliniki przed ogniem.

Co do przyczyn pożaru, to prawdopodobnie winni są robotnicy, którzy pracowali na dachu. - Dach był kryty papą. Podczas prac zgrzewania palnikami gazowymi papy termozgrzewalnej prawdopodobnie doszło do zaprószenia ognia przez pracowników firmy prowadzącej ten remont - mówi Wojciech Miciuła, rzecznik komendy wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej.

To samo już w poniedziałek mówili nam sami pacjenci kliniki. - Coś tam robili na dachu. Była papa i oni coś podgrzewali. Strasznie śmierdziało - opowiadał jeden z chorych.

Robotnicy, którzy pracowali na dachu zostali przesłuchani. Wiadomo, że byli trzeźwi. Wiele wskazuje na to, że w trakcie prac popełnili błąd. Ale ostateczną przyczynę pożaru wskażą specjaliści. - Na ekspertyzy na pewno trzeba będzie poczekać, może nawet kilka tygodni - usłyszeliśmy od policjantów.

We wtorek na miejscu pożaru pracują policyjni dochodzeniowcy, biegli i prokuratorzy. Dyrekcja szpitala na razie milczy. Dyrektor placówki wstępnie umówiła się z reporterką TOK FM na rozmowę, ale ostatecznie spotkanie przełożyła na środę rano.

DOSTĘP PREMIUM