Jaka przyszłość związków zawodowych? "Czas na obronę najmłodszych pracowników" [OPINIE]

Kiedyś 10 mln - dziś niespełna 700 tys. To Solidarność 30 lat po Sierpniu'80. Jubileusz to dobry czas na pytania o przyszłość związku. - Nazwa i historia jest paradoksalnie dla "S" największym problemem. Bo jak mówimy Solidarność, to myślimy o ruchu społecznym sprzed lat. A teraz mamy konkretny związek zajmujący się innymi sprawami - mówi Łukasz Lipiński z "GW". Według prof. Leszka Gilejki szansą dla "S" może być zwrócenie się w stronę najmłodszych pracowników i tych, którzy szukają pracy.

W krajach skandynawskich do związków zawodowych należy 70-80 proc. pracowników. W nas nie jest to 20 proc. pracowników. Dziś nie można nawet marzyć o kilkumilionowym związku. Ci, którzy pamiętają "Solidarność" z czasów, kiedy należało do niej 10 mln ludzi, mogą czuć się rozczarowani. Ale według ekspertów związku sprzed 30 lat nie ma co porównywać ze współczesnym związkiem. To zupełnie inne czasy. Inne wyzwania stoją też przed tymi, którzy bronią praw pracowniczych.

Jak mówi prof. Leszek Gilejko, z Katedry Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej i Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku, baza z której czerpać mogą nie tylko polskie związki kurczy się. - Coraz więcej ludzi pracuje w usługach, małych i średnich firmach. Obserwujemy proces starzenia się bazy związkowej. Pokolenie obecnych 30, 40-latków w dalszym ciągu stanowi istotną bazę dla związków. Jak to będzie wyglądało w przyszłości trudno powiedzieć - stwierdził w Komentarzach Radia TOK FM.

Młodzi działacze Solidarności nie chcą polityki. Przeczytaj

Dlatego działacze muszą poszukać nowych pomysłów dla związku. - Coraz częściej pisze się o straconym pokoleniu: o najmłodszych pracownikach (20-25 latkach), którzy mają najwięcej trudności w znalezieniu pracy i to nie tylko w Polsce. A jeśli już znajdują, to jest to praca na bardzo niskim poziomie zarobków. W całej Europie związki uznały, że jednym z najbardziej istotnych problemów także dla nich jest sytuacja młodego pokolenia. Tutaj rysuje się pewna perspektywa dla związków zawodowych, ale to zależy od tego jak będą podchodziły do problemów najmłodszych - stwierdził prof. Gilejko.

Polityka czy prawa pracowników?

Jak mówił w Poranku Radia TOK FM Michał Kobosko fakt, że do "S" należy dziś niespełna 700 tys. ludzi, "oznacza jak mało jest zaufanie do tego związku". - Solidarność powinna być normalnym związkiem. Ale przez to, że związek był częścią rządu, częścią AWS - co było elementem naszej polskiej patologii - "S" nie jest i jeszcze długo nie będzie normalnym związkiem zawodowym - uważa wydawca tygodnika "Newsweek Polska" i "Forbes". Także według Łukasza Lipińskiego z "Gazety Wyborczej" zaangażowanie w politykę zaszkodziło Solidarności. - "S" nie jest związkiem w czystym znaczeniu. Do tej pory odgrywa bardzo jednoznaczną rolę polityczną - mówił. Zdaniem dziennikarza najbardziej znany polski związek ma kłopot nie tylko z wyzwaniami które niesie współczesność. - To nazwa i historia jest paradoksalnie dla "S" największym problemem. Bo jak mówimy Solidarność, to myślimy o ruchu społecznym sprzed lat. A teraz mamy konkretny związek zajmujący się innymi sprawami - powiedział w Poranku Radia TOK FM.

Prezydent podczas obchodów rocznicy Sierpnia'80: Mamy naszą Statuę Wolności

We wtorek o wyzwaniach stojących przed Solidarnością i innymi związkami w Komentarzach Radia TOK FM Anna Laszuk rozmawiać będzie z politologiem dr Rafałem Chwedorukiem.

DOSTĘP PREMIUM