"Dzikich adopcji nie da się wyeliminować. Na przeszkodzie stoją... legalne ośrodki adopcyjne?

To z pewnością nie jedyny przypadek handlu noworodkami i nie ostatni, bo instytucja adopcji w naszym kraju kuleje - nie mają wątpliwości prawnicy. Odnoszą się do sprawy zatrzymanego kilka dni temu mieszkańca Kalisza, który ze sprzedaży dzieci bezdzietnym parom uczynił źródło sporych dochodów.

Poszukiwał kobiet w ciąży, które nie chcą zostać matkami. Inne wręcz namawiał by zaszły w ciąże. A potem pośredniczył w sprzedaży dzieci za 30 do 70 tysięcy złotych. Pobierał z tego nawet kilkunastotysięczne prowizje. Śledczy podejrzewają, że kaliszanin doprowadził do co najmniej 12 transakcji.

- Dzieci sprzedawano w różnych częściach kraju. Część z nich - jak wynika z naszych informacji, została już zgodnie z prawem adoptowana - mówi Radiu TOK FM Janusz Walczak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.

Mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Grozi mu więzienie. Ale zdaniem prawników, załatwienie tej jednej sprawy, nie zgasi całego problemu. Bo "nakręca go", skostniała działalność ośrodków adopcyjnych.

Konieczne zmiany prawa?

- Warto zastanowić się nad ich gruntowną reformą - mówi adwokat Wojciech Wiza. Pierwsza bariera jaką napotykają przyszli rodzice, to czas oczekiwania na dziecko.

- Nawet około trzech lat - nie ukrywają pracownicy jednego poznańskich ośrodków adopcyjnych i dodają: - To nie jest tak, że nie ma dzieci. Zgłaszają się do nas pary, które mają konkretne oczekiwania: by dziecko było małe - najlepiej noworodek, by było zdrowe. Starsze dzieci rzadko wchodzą w grę. A to właśnie ich mamy najwięcej - mówią pracownicy.

Ale nie to zdaniem Wizy stanowi problem. I przytacza historie osób, korzystających z jego pomocy prawnej: - Gdy już znajdzie się dziecko ci ludzie są poddawani procedurom. Częstym kontrolom, szkoleniom. Nierzadko bywają wręcz przez pracowników ośrodków upokarzani. I trwa to nawet rok.

- To wszystko jest narzucone przez ustawodawcę. Poza tym musimy mieć pewność, że rodzina, do której trafi dziecko, jest jak najlepiej przygotowana na jego przyjęcie i wychowanie - odpierają zarzuty pracownicy ośrodków.

Wiza kontynuuje: - Choć ci bezdzietni rodzice są zdeterminowani, by sprostać wymaganiom, to coraz bardziej rozbijają się o te stawiane im bariery. Nie dziwne, że szukają więc alternatywnych pomysłów na adoptowanie dziecka. Nierzadko tych, które mogą się wiązać z naruszeniem prawa. To zdaniem adwokata wpycha ich w ręce "handlarzy noworodków".

System jest dobry

Krzysztof Godlewski, prezes Sądu Rejonowego Poznań Nowe Miasto i Wilda przypomina, że sam "zakup" dziecka to nie koniec starań o jego adopcję i że jeszcze na etapie postępowania w sądzie, można wykryć "dziką adopcję": - Ostatnie zdanie należy do sądu, dopiero jego zgoda na adopcję kończy ten proces. Wszystko trwa ok. pół roku. Przesłuchujemy zarówno matkę zrzekającą się dziecka, jak i przyszłych rodziców. Prosimy również o opinię Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno - Konsultacyjny. Jeśli sędzia ma mimo to wątpliwości, powiadamia prokuraturę. Godlewski przyznaje, że choć postępowanie sądowe jest prowadzone bardzo wnikliwe, to całkowicie handlu noworodkami nie da się wyeliminować. - Nie mniej system - generalnie jest dobry - przekonuje prezes Godlewski.

DOSTĘP PREMIUM